Kot nie wita swojego opiekuna tak jak pies. Nie przybiega do drzwi, słysząc nadchodzące kroki. Nie skacze mu w ramiona z radości.
Mit, stereotyp, nieprawda. Kot może nie wskakuje powitalnie w ramiona, ale to nie znaczy, że nie wita się. (Prawie) zawsze, kiedy wracamy do domu i otwieramy drzwi, Rysiek i Marchewka stoją tuż za nimi. Prezentują swój powitalny taniec, polegający na ocieraniu się o nasze nogi. Prężą swoje ciała w powitalnym geście. Zagadują nas. Być może chcą zwyczajnie zwrócić na siebie uwagę i zaprowadzić nas do pustych misek. Chcę jednak wierzyć, że robią to z tęsknoty.
Często tuż przed drzwiami zakładamy się z O. kto będzie czekał – Rysiek, Marchewka, czy oboje? Typowanie jest o tyle proste, że przeważnie za drzwiami czeka ryży duet.
Na wszelki wypadek, gdyby Rude miały zawieść, przed drzwiami zawsze wita nas ten oto tercet:


Nasze czarne i pręgowany zrywają się na dźwięk brzęczyka od domofonu (idzie swój) a kiedy dzwoni domofon (listonosz albo inny obcy) krążą nerwowo pod drzwiami.
Czasem też usiłują wykorzystać otwieranie drzwi do mało spektakularnej ucieczki. Rude nie próbują?
Nas zawsze witają cztery koty: Dyzia, Lenka, Bazyl i Jovi :-) Wiją się radośnie kiedy wchodzimy do domu. Każdego trzeba pogłaskać, zagadać, przywitać. Kostek jeszcze jest troszkę nieśmiały i wychodzi dopiero po chwili :-)
PS. My na wycieraczce mamy biedronki :-)
Alez oczywiscie ze kot wita :) Zawsze jak przychodzilam do domu to koty juz byly za drzwiami, mruczaly i ocieraly sie o moje nogi. A jesli byly akurat w ogrodzie to od razu przybiegaly. Niestety musialam je zostawic kiedy wyjechalam do Irlandii, pod swietna opieka (z mezem) ale nie zapomne tego nigdy jak wyjezdzalam i stalam z walikami w przedpokoju a one sie krecily kolo mnie jakby przeczuwajac ze juz nie wroce, jeden z nich zwlaszcza, moj pupilek, byl taki niemrawy jak nigdy. Jeszcze teraz po prawie szesciu latach mam lzy w oczach jak sobie to przypomne :(
Jeden nawet jest rudy :)
CoHayki zawsze (wtedy kiedy nie śpią haha, ale zdarza sie to ok 1/20 razy) witają nas po otwarciu drzwi. Hayka ociera się futrynę i wychodzi na klatkę, często ją tam zostawiamy na dwie minuty. Coco zaspana siedzi na komodzie z lekko otwartymi oczami i czeka na całusa i poczochranie :) Kiedy zdejmiemy kurtki, otwieramy drzwi i z ‘miaukiem’ wraca Hayka :) Czasem zamiast wychodzenia na klatkę, rozciąga się na podłodze w holu i czeka aż ją pogłaskamy :)
*Raz na dwadzieścia zdarza się, że nas nie witają, bo śpią. Nie wiem czy napisałam to wcześniej zrozumiale, bo czytając swoją wypowiedź sama się zagubiłam haha :D
Lola zawsze wybiega na korytarz (dobrze, że mam kratę!) i się ociera, i robi wywijasy na podłodze, z jednego boczku na drugi, i mruczy, i wskakuje na nogi i daje buzi :) Wycieraczka jest bombowa :D
Jestem przekonana, że mój rudas za mną tęskni przez cały czas. To nie tylko zabiegi dla uzyskania żarełka :).
Słyszy moje kroki i czasem drze się tak że słychać go trzy piętra niżej :)
Moja kotka zawsze witała mnie w drzwiach, nawet jak nie była sama w domu i miała pełne miski.
Ps. wycieraczka cudo
Ryśkowi brakuje odwagi, by wyjść na klatkę (chociaż pewnie zdarzyło mu się raz czy dwa), ale Marchewka czasami wychodzi. Na szczęście nie leci na oślep przed siebie, tylko rozgląda się i spaceruje :) Zwiedza :D
hej fajny blog : ) ja mam bloga o pieskach może zobaczysz? [nicole-i-jej-pies-wako.cba.pl] fajny kotek :) czekam na nowe notki
Rewelacyjne trio! :) Chyba musicie sprawić Ryśkowi i Marchewce trzeciego do kompletu – zeby blians sprzed domu i po wejściu był równy!
O, to na stałe macie komitet powitalny :-)))
Fajna ta wycieraczka …
Warto wracać do domu ;)
U nas to się nazywa kotmitet powitalny.
Zwykle są dwa, ale jako pierwszy, natychmiast po
przekręceniu klucza w drzwiach i lekkim popchnięciu ich do przodu, między drzwi a framugę wciska się rudy ryj.
A my na to:
Rudy ryju, nice to see you!
Mam dokładnie to samo :). Noskiem różowiutkim pomaga nam rudas otwierać drzwi :)
Świetna rymowanka :)) Zapamiętam sobie.
Gdzie kupiliście tę wycieraczkę?????? Boska…
My mamy z Rudą cały rytuał powitalny :) Zaczyna się od odmiauknięcia na moje cześć, następnie pierwsze otarcie nogi, wyłożenie się pod nogami w pozycji eksponującej wdzięki, czyli puchaty brzusiol. Potem idę do łazienki umyć ręce, a ona wskakuje umywalkę i wyciąga szyję…To znak, że mam nachylić się i oddać ocieraniu łebek w łebek. Po łazience rundka honorowa po całym domy. Ruda domaga się głasków i drapania nie przerywając spaceru. Kończymy buziakiem, który daje ze stołu w kuchni.
Jestem pewna, że to powitanie nie ma nic wspólnego z jedzeniem bo michę ma po moim powrocie zawsze pełną (ona z tęsknoty się głodzi i tylko śpi).