Sprawdzone są już goździki, eustoma, słoneczniki, ostatnio cynie.

Z kwiatów balkonowych – niezapominajki, lawenda, stokrotki afrykańskie, bratki. I zioła, na przykład bazylia, mięta, oregano czy tymianek.

Kupując kwiaty do domu, w pierwszej kolejności zwracam uwagę na to, czy nie są szkodliwe dla kotów.

Niektóre z roślin są trujące, nawet śmiertelnie. Pisałam już wcześniej o lilii, którą kiedyś miałam w domu, na szczęście to było przed Marchewką. Rysiek nie interesuje się florystyką ani kuchnią opartą o kwiaty. Owszem, nie stroni od warzyw czy ziół, ale to już inna, w dużej mierze bezpieczna kategoria. Chociaż też nie do końca, bo czytałam kiedyś, że cebula i czosnek albo np. zielone części pomidora, są dla kotów szkodliwe. A do liliowatych zaliczają się też moje ukochane konwalie. Popularne tulipany, żonkile i obecna w większości domów zimą gwiazda betlejemska mogą podobno wywoływać niepożądane skutki zdrowotne u kotów. Dlatego warto być ostrożnym i zawsze sprawdzać, czy przynosząc do domu jakąś „zieleninę” nie narażamy swoich kotów na ryzyko.

Szczególnie polecam listę toksycznych i nietoksycznych roślin na stronie ASPCA – o tutaj. Co prawda jest w języku angielskim, ale znając łacińskie nazwy (a te nie trudno wygooglać), łatwo się po niej poruszać. Dodatkowo są zdjęcia, więc można też w ten sposób zidentyfikować rośliny. Są tam także podane objawy zatrucia i skutki, jakie poszczególne rośliny mogą wywołać u kotów. Oczywiście, jak zwykle przy takich listach, jest wiele niejasności, np. podane przeze mnie powyżej goździki są na liście ASPCA wśród roślin toksycznych, a inne źródła mówią o tym, że są bezpieczne. Może jest tutaj ktoś, kto ma odpowiednią wiedzę i chciałby się nią podzielić?

Kiedy już upewnimy się (w miarę możliwości), że dana roślina jest dla naszych futer bezpieczna, możemy ją kupić i ozdobić nią dom, balkon, ogród albo… albo po prostu zapewnić kotu dodatkowe zajęcia z florystyki. Tak jak ma to miejsce u nas w domu. Lubię patrzeć na kwiaty rosnące na balkonie, a w mieszkaniu podziwiać te cięte (do doniczkowych jakoś nie potrafię się przekonać). Niestety regułą u ciętych kwiatów jest ich krótki żywot. W naszym domu nie dość że krótki, to dość uciążliwy – Marchewka zawsze w pełni angażuje się w układanie kolejnych kompozycji, nie wyłączając skracania kwiatów, gdy uzna to za stosowne.

Ostatnio kupiłam cynie, wcześniej dostałam mieczyki (co do ich ewentualnego toksycznego działania nie mam pewności, prawdopodobnie szkodliwe są po prostu cebulki). Jedne i drugie były codziennie „pielęgnowane” przez Marchewkę. I nie pomogło to, że wychodząc z pokoju, nosiłam kwiaty ze sobą… Wystarczyła tylko chwila nieuwagi, a Marchewka oddawała się swojej pasji. Szkoda tylko, że moje i jej pojęcie „kwiecistej ozdoby” trochę się różni.

 

Komentarze 20

  1. Cudowna florystka, moja Brunia też ma na taką zadatki, ale chyba jednak woli trawkę ;P kocią rzecz jasna ;)))

    10 września 2012 o 23:37 · Odpowiedz
  2. zuzanna

    Przepiękne koty. :)
    Mam pytanie dotyczące Ryśka. Co to za czarna wydzielina z oczu oraz noska? Mój rudasek również ją ma i nie nadążam z czyszczeniem.

    10 września 2012 o 23:49 · Odpowiedz
    1. Magda, rudomi.pl

      Dziękuję :)
      Jeśli chodzi o Rysia to faktycznie wydzielina towarzyszy mu praktycznie stale :( I jeszcze nie trafiłam na weterynarza, który jednoznacznie stwierdziłby przyczynę. Kiedyś mówiono o powikłaniach po kocim katarze, który rzekomo miał przebyć w dzieciństwie, ale ja nie przypominam sobie, żeby Rysiek jako kociak przechodził koci katar, a pochodzi z domu, nie z ulicy, więc w tym domu też raczej nie. Potem słyszałam o zapaleniu spojówek, dostawał krople. Były też pewnie inne diagnozy… Po prostu przemywam mu oczy i oczyszczam nos, tak żeby chociaż mniejszy dyskomfort miał, ale niestety nadal nie wiem gdzie leży przyczyna.

      10 września 2012 o 23:59 ·
    2. Alicia

      A ja wiem,tzn chyba wiem. Mam 2 koty z taką sama przypadłością. Są to zazwyczaj zapychające się kanaliki łzowe, które bywa że zapychają się po styczności (nawet najmniejszej, jeśli kot nie przechodzi choroby w sposób wyraźnie widoczny) z herpeswirusem lub kaliciwirusem czyli głównymi sprawcami kataru kociego. Można ponoć to zoperować ale szanse na powodzenie zabiegu to ok 50% więc nie wiem czy warto. Ja przemywam wacikiem nasączonym solą fizjologiczną-zwykle pomaga :]

      11 września 2012 o 07:20 ·
    3. U nas, od kiedy są Futra, kwiatów po prostu nie ma ;) Szkoda nam zarówno podłogi, jak i kolejnych wazonów. One przecież wydają takie cudowne „Brzdęk!” w kontakcie z podłogą ;) Równie cudowne jak talerze zjeżdżające ze stołu ;) Jednak jeśli czasem jakiś bukiet się pojawi (od gości niewiedzących o kocich zapędach, mąż ma wymówkę „Kochanie, przecież koty!), Hera od razu zabiera się do roboty. Chyba studiowały razem z Marchewą ;)

      Natomiast co do wydzieliny, to u nas walczy Olo. Oglądało trzech wetów i każdy powiedział „Taki urok kota”. Nie przekonuje mnie to specjalnie, ale pewnie i tak każdy z nich ma większą wiedzę niż ja. Jedyne, na co zwrócili uwagę (i chyba faktycznie tak jest), to suchość powietrza. Zimą – w okresie grzewczym – wydzieliny jest więcej. Na co dzień przemywamy Borasolem.

      11 września 2012 o 07:36 ·
    4. Nasz Żaba też to ma, od zawsze. Pogodziłam się z tym, taki urok. Jak go dorwę to wyczyszczę, a jak nie to nie wygląda na nieszczęśliwego. :)

      11 września 2012 o 09:05 ·
    5. Karolka

      U nas ma ten problem Łaciaty. Wetka powiedziała, że to jest wynik przytkanego kanalika łzowego, który u kotów jest połączony z noskiem. Problem ponoć można rozwiązać tylko operacyjnie. Więc na razie tylko codziennie, delikatnie walczymy z faflunami ;)

      11 września 2012 o 10:23 ·
    6. Niuniab

      Mój Stig miał też podobną wydzielinę, tylko jaśniejszą, pani wetka oddała wymaz do laboratorium i okazało się, że to gronkowiec. Nie udało się tego całkowicie wyleczyć, co jakiś czas pojawia się mały „gilek”, ale jest dużo lepiej i oczy nie są zaczerwienione

      11 września 2012 o 12:29 ·
  3. Na ostatnim zdjęciu ktoś tu usiłuje wejść do wazonu :D Leżę i kwiczę :))))
    Z roślinami bardzo uważam odkąd u mnie goszczą koty. Wolę na zimne dmuchać… Choć teraz – muszę przyznać – nie mam w domu ani jednego doniczkowca. Jedynie pietruszkę i miętę na kuchennym oknie. Na balkonie też chwilowo pusto, choć tam kotów nie puszczam bo balkon niezabezpieczony.

    10 września 2012 o 23:57 · Odpowiedz
    1. Magda, rudomi.pl

      Miałam pod ręką tylko telefon, więc zdjęcie słabej jakości, ale oddaje gibkość Marchewy :D
      A pietruszka i mięta to jedne z najfajniejszych roślin doniczkowych! (powiedziała fanka ziół, która tylko takie doniczkowce uznaje)

      11 września 2012 o 00:12 ·
  4. Jej, ależ mi Marchewka przypomina moją Idunię!!!

    a czytając Twój wpis o florystycznych popisach Marchewki zaśmiałam się w głos.
    wspaniały!

    11 września 2012 o 00:25 · Odpowiedz
  5. Ja korzystam ze strony http://minitaly.com/floppy/txt/Plants_and_Cats.htm – są tam wymienione rośliny szkodliwe, jak i nieszkodliwe. Przy szkodliwych dodatkowo podany stopień szkodliwości i części rośliny, których ten opis dotyczy jak i substancji, które szkodliwość wywołują. Ale również po angielsku, więc nazw łacińskich należy szukać. Jeśli zaś chodzi o rośliny doniczkowe to tak długo jak koty mają swoją własną na podłodze w kuchni (obecnie papirus) tak nie ruszają innych doniczkowych (pod warunkiem, że nie jest to zielistka).

    11 września 2012 o 09:11 · Odpowiedz
  6. Gwiazda betlejemska nie „podobno”, ale jest szkodliwa. Niewielka dawka potrafi zniszczyć kotu zupełnie wątrobę, zdarzają się porażenia nerwowe. Dlatego wieki temu już z niej zrezygnowałam. Innym kwiatem, na który warto uważać, a na który nacięłam się w tamtym roku jesienią, to chryzantemy. Fascynujące jest, z jakim zacięciem nasze potfoory próbują popełnić samobójstwo zjadając wszystko, co na drodze.
    Jeszcze bardziej fascynuje mnie, że moja mama i babcia zupełnie nie przejmując się szkodliwością roślin i zamiłowaniem kotów, mają domy zawalone zielenią. A koty nic – czasem skubną coś, co lubią, ale większych zniszczeń nie czynią. A ja od lat prowadzę wojnę podjazdową o choć pomidor czy lawendę na balkonie.

    11 września 2012 o 09:57 · Odpowiedz
  7. Tomek

    HA! Nasz Ziutek nie ma w sobie nic z florysty… Ale za to w jednym z poprzednich wcieleń chyba był kanarem, bo namiętnie kasuje tulipany jakie kupuję/owałem Kasi. Nie, że zeżre cały kwiat – o to, to nie, On metodycznie kasuje zębami każdy płatek z osobna i nie spocznie aż nie skasuje każdego tulipsa…

    11 września 2012 o 11:18 · Odpowiedz
  8. waan

    moje Mańki są teraz w fazie wrzosów, ale pierwszy tydzień poroznoszone i porozsypywane kwiatki tegoż noszą się po całym domu, ale już następny tydzień mniejsze zainteresowanie, jest nadzieja, że trochę postoją tej jesieni :) Poza tym, kwiatów w imieniny nie przyjmuję, bo jak ich nie powyciągają z wazonów, to na pewno wazon z wodą przewrócą, co ma stać taki sztywny ;P

    11 września 2012 o 12:29 · Odpowiedz
  9. domis

    Nasz Rudy wyjątkowo interesuje się wszelkimi dodatkami do bukietów. Zielone gałązki, wstążki, a najlepiej jak jest rafia… Jak mam takie cudo w pokoju to przestawiam sto razy dziennie, żeby się do niego nie dobierał. I pasjami wypija wodę z wazonów….

    11 września 2012 o 13:34 · Odpowiedz
  10. Izabela

    Co do noska: miałam identyczny problem. Okazało się że przyczyną były uszy. Zwykły prosty świerzbowiec złapany znikąd. Wystarczyła maść w uszy i już jest po sprawie.

    11 września 2012 o 20:44 · Odpowiedz
    1. Martyna

      Potwierdzam :) U mnie świerzbowiec również był przyczyną czarnych oczek oraz noska. Niestety jak kot raz złapał to potem problem będzie się nawracał, a najgorzej jest właśnie w okresie jesiennym. :(

      7 października 2012 o 23:23 ·
  11. Jak patrzę na zdjęcie z wazonem, to drżę i o wazon i o kota :P

    13 września 2012 o 09:46 · Odpowiedz
  12. Aga

    Minki Marchewki-bezcenne:-)

    23 września 2012 o 23:11 · Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*