Ludzie adoptujący koty zwykle są ostrzegani o tym niebezpieczeństwie. Można się o nim dowiedzieć z wielu stron poświęconych kotom. Wszystko po to, by takie wypadki nie zdarzały się.

Myślałam, że każdy już o tym wie. Wszyscy zdają sobie sprawę z faktu, jakim zagrożeniem dla kota są uchylne okna. Na pewno wiedzą o tym czytelnicy tego bloga, bo udało mi się zgromadzić tutaj mądrych, świadomych opiekunów kotów.

Jednak potem pomyślałam – a jeśli tak nie jest?

Jeśli choć jedna osoba spośród tych, które tu zaglądają, nie zetknęła się z tym tematem wcześniej, to warto o nim napisać. Nawet jeśli wszyscy czytelnicy są ostrożni, to być może tym wpisem dotrę do tych osób, które nie są świadome zagrożenia. Na pewno lepiej o jeden taki wpis za dużo, niż o jeden za mało. Choć lato powoli kończy się, to przed nami na pewno jeszcze wiele ciepłych dni i nocy, które mogą okazać się tragiczne w skutkach.

Zanim przejdziecie dalej, muszę Was o czymś uprzedzić. Poniżej znajdziecie zdjęcia z takiego wypadku. Długo zastanawiałam się, czy je tu opublikować, ale one obrazują zdarzenie, którego świadkiem był O., i o którym chcę Wam tutaj między innymi opowiedzieć. Chociaż oglądanie ich może być trudne, to jestem zdania, że często do wyobraźni ludzi łatwiej trafić za pomocą obrazów niż słów.

To było jakiś czas temu, w ciepły dzień. O. wyszedł na balkon. Naprzeciwko znajduje się blok. Na tyle blisko, żeby czuć dyskomfort spojrzeń ciekawskich sąsiadów, ale na tyle daleko, żeby nie rozpoznać dobrze kształtu w oknie, który dostrzegł O. Pobiegł po aparat, żeby użyć zoomu w obiektywie. Ku jego przerażeniu, ten nieokreślony wcześniej kształt, okazał się być kotem. Kotem, który utknął w uchylonym oknie.

Koty i uchylne okna 20111011-114754_5527_web 20111011-114808_5529_web

O. natychmiast wybiegł z mieszkania, kierując się do bloku, w którym znajdował się uwięziony kot. Jednocześnie próbował znaleźć pomoc. Zadzwonił na policję, gdzie usłyszał, że ma skontaktować się ze strażą miejską. Wybrał numer do straży miejskiej, a tam powiedziano mu, że ma skontaktować się z dzielnicowym. Zadzwonił do dzielnicowego (dostał numer od straży miejskiej), a ten powiedział, że wyśle na miejsce patrol. W tym samym czasie O. próbował wejść do budynku, co utrudniał mu domofon. Szukał innego wejścia do bloku, licząc na to, że ktoś pomoże mu dostać się do środka. W końcu spotkał parę starszych ludzi, którym wytłumaczył dlaczego chce wejść do budynku, w odpowiedzi na co usłyszał, że kot „wisi” w tym oknie już drugi dzień…

W międzyczasie przyjechał patrol, który wezwał straż pożarną, aby pomogła wyswobodzić kota. Za chwilę pojawił się człowiek administrujący budynkiem, który zadzwonił do właścicielki mieszkania, w którym tkwił kot. Okazało się, że mieszka tam córka właścicielki, nieobecna w domu. Chwilę później zaalarmowana dziewczyna wróciła do mieszkania i wyjęła kota, jeszcze zanim przyjechała straż pożarna. Nie znamy dalszych losów kota, ale na myśl o tym, że cierpiał w tym oknie ponad dobę, robi mi się słabo.

Opisałam tę historię ze szczegółami, żeby pokazać, jak bardzo skomplikowane są skutki takiego zdarzenia. Uchylne okna stanowią pułapkę, w której mogą znaleźć się koty w wyniku nieuwagi lub niewiedzy opiekunów. Jednak pod ich nieobecność, to tylko inni ludzie z otoczenia mogą próbować uratować zaklinowanego kota. Dlatego tak bardzo zdziwiona byłam reakcją tych, z którymi do czynienia miał O. Dlaczego wszyscy odsyłali go dalej? Dlaczego inni mieszkańcy nie zareagowali, widząc kota uwięzionego w oknie? Brak wiedzy, brak wyobraźni czy może zwykła znieczulica? O. też nie wiedział, jak wyswobodzić kota, ale nie stał z założonymi rękami, tylko próbował mu pomóc. I to żadne bohaterstwo, to normalny ludzki odruch.

Koty zwykle z takiej sytuacji wychodzą bardzo źle albo w ogóle nie wychodzą. W zależności od tego, jaką częścią ciała zaklinują się, wyrywają ze stawów łapy, czasem odrywając je od korpusu. Te, które utkną połową ciała po jednej stronie okna, a drugą połową po drugiej, często uszkadzają sobie organy wewnętrzne, rdzeń kręgowy. Zestresowane sytuacją, szamoczą się i próbują wyswobodzić, w wyniku czego coraz bardziej klinują się w zwężającej się szczelinie. Często umierają z wycieńczenia i bólu, zanim przyjdzie pomoc, a ich agonia trwa godzinami. Nierzadko pomoc polega jedynie na uwolnieniu od bólu i ułatwieniu odejścia.

W naszym mieszkaniu też są uchylne okna. Uchylone bywają tylko wtedy, kiedy w zamkniętym pokoju nie ma kotów albo wtedy, kiedy w pokoju jestem razem z kotami, bo wówczas stale mam je na widoku. Zresztą przeważnie w ogóle ich nie uchylamy, mamy w oknach wywietrzniki (takie regulowane szczeliny na samym szczycie okien), a latem prędzej otwieramy po prostu balkonowe drzwi.

Wszyscy, którzy znają nas już od jakiegoś czasu, wiedzą, że Rysiek i Marchewka to koty mało aktywne. Nie skaczą wysoko, rzadko biegają, głównie śpią i jedzą. Teoretycznie nie ma ryzyka, że zaintrygowane czymś, podskoczą na wysokość szczeliny w uchylonym oknie (mogą też wskoczyć do niej z góry, np. z półki nad oknem) i tam utkną. Ale to tylko teoria, dlatego nigdy, przenigdy nie zostawiamy uchylonych okien, kiedy wychodzimy z domu. Wiemy jednak, że błąd możemy popełnić choćby w wyniku pośpiechu, bo jesteśmy tylko ludźmi.

Jeśli macie pomysł, w jaki sposób można zabezpieczyć uchylne okna, napiszcie proszę o nim w komentarzach. Wiem o blokadzie/ograniczniku z IKEA, którego nigdy nie udało mi się tam znaleźć. Kiedy o tym piszę, nie znajduję go także na ich stronie. Z kolei ze strony Koterii wiem też o innych zabezpieczeniach okien, które chyba warto wypróbować, przeczytacie o nich tutaj. Słyszałam ponadto o specjalnych nakładkach na okna, takich kratkach zawieszanych od góry. Jednak one nadal nie są idealnym rozwiązaniem, bo wymagają od nas pamięci o tym, by je założyć (chyba, że się w ogóle ich nie zdejmuje i nie zamyka okien). Widziałam też specjalne kratki w sklepie zoologicznym, ale wydaje mi się, że nie będą do końca spełniały swojej roli.

Estetyka zabezpieczenia oczywiście jest dla nas drugorzędną sprawą, ale być może znacie rozwiązanie, które zapewni kotom bezpieczeństwo, a do tego nie będzie szpecić ani ingerować w konstrukcję ramy okiennej? Tym bardziej, że takie rozwiązanie może przekonać także tych kocich opiekunów, dla których estetyka ma duże znaczenie. My póki co zamykamy okna, a uchylone drzwi balkonowe zabezpieczamy metodą chałupniczą, wkładając w tę szczelinę dość wysoką dyktę z pianki. Najlepszym rozwiązaniem będzie takie, które zapewni kotom bezpieczeństwo na stałe i nie będzie wymagało od nas czujności, bo ta bywa zawodna.

Ja też kiedyś nie wiedziałam, że okna uchylne stanowią takie niebezpieczeństwo dla kotów. Na szczęście żaden z moich kotów nie zginął, ani nie ucierpiał w ten sposób. To nie znaczy, że to się nie zdarza. Pokazuje to historia opisana powyżej, świadczą też o tym historie dwóch czytelniczek bloga, które podzieliły się nimi ze mną. Przeczytajcie. Ku przestrodze.

Śmierć Zosi to wypadek. Była na początku rui, a my zostawiliśmy w domu uchylone okno, jedno przeklęte okno od tarasu…
Chyba strasznie chciała wyjść, skoczyła z parapetu w tę szparę i tak zawisła, nie wiemy ile czasu tak się męczyła, ale dziękuje opatrzności, że to nie ja ją próbowałam ratować tylko mój T. On jakoś to na swój męski sposób przetrawił, choć też nie raz poleciały mu łzy ciurkiem, ale ja pewnie dochodziłabym do siebie jeszcze dłużej. Weterynarze nazywają to syndromem uchylnego okna. Mój pierwszy kot Romek nigdy nie miał żadnych zapędów do okien, Zosia też nie miała, więc pilnowaliśmy, żeby było bezpiecznie, ale też nie obsesyjnie tak jak robimy to teraz.
Pewnie będziemy non stop do tego wracać i wyrzucać sobie i maglować temat i maglować… ale może z czasem będzie lepiej.

Bezpieczeństwa kotów na co dzień pilnujemy obsesyjnie, a mimo to nie udało się uniknąć wypadku. Zeszłoroczny długi weekend majowy był gorący. Rozszczelniłam okno w kuchni, czego zazwyczaj nie robię i zapomniałam o tym wychodząc do znajomych. Nie było nas w domu trochę ponad godzinę. Wracamy i już od drzwi słyszymy stłumione miauczenie. Pierwsza myśl – zamknęliśmy któreś w łazience – okazała się nietrafiona. Sprawdzamy szafy, szafki, pojemnik w sofie – kota nie ma, a miauczenie słychać. Dopiero po chwili P. zauważył, że ze szczeliny w oknie wystaje stópka kocurka. Po dachu balkonu pod nami (11 piętro) P. przeszedł pod okno w kuchni, uwolniliśmy wymęczonego, przestraszonego i jak się później okazało mocno poharatanego kota. Krew, która do tej pory blokowana była przez zacisk trysnęła po mieszkaniu. Kot wiotki, pakujemy go w koc i natychmiast ruszamy do całodobowej kliniki w której leczymy nasze zwierzęta. Jest dzień świąteczny, na zmianie weterynarz, który boi się założyć szwy, nie może zrobić prześwietlenia, za to pakuje pociętą łapkę (mnóstwo otarć, ran szarpanych i ciętych) w opatrunek z gazy i sztywnego bandaża. Każe przyjechać za 9 godzin. Kot w domu zostaje zamknięty w transporterku, ale się miota. Jest druga w nocy, kiedy po długim przeszukiwaniu udaje nam się znaleźć czynną lecznicę w której jest lekarz gotowy zrobić prześwietlenie i założyć szwy. Jedziemy na drugi koniec Warszawy. Dopiero drugi zastrzyk uspokajający działa, kot jest pod takim wpływem adrenaliny. Na szczęście kość cała, ścięgno również, ale wiadomo, że nerw został uszkodzony. Rany goją się dobrze, ale czucie nie wraca. Pojawia się niebezpieczeństwo, że trzeba będzie amputować stopę. Czekamy miesiąc. Nie ma poprawy. Kot cały czas w niewygodnym opatrunku, przez dwa tygodnie na antybiotykach i obolały, bo po środkach przeciwbólowych wymiotował. Naświetlamy go lampą, która przyspiesza gojenie. Czucie wciąż nie wraca, ale poduszeczki są różowe i ciepłe, czyli jest krążenie, a to daje nadzieję. Poprawa pojawiła się dopiero po dwóch miesiącach, w zasadzie z dnia na dzień zaczął stawać na łapce. Po tygodniu nawet biegać. Po dwóch skakać. Chociaż lekarze mówili, że nie wróci do dawnej sprawności to dzisiaj nie ma śladu, że kotu coś było. Jedynym wspomnieniem po wypadku jest przeczulica, po dotknięciu stopy natychmiast ją zabiera, ale on jest ogólnie z tych niedotykalskich. Podsumowując, leczenie trwało dwa miesiące, powrót do sprawności trzy. Kosztów lekarstw, zabiegów, zmiany opatrunku co dwa dni nie liczyliśmy, ale na pewno przekroczyły 2 tys. zł, co w ogóle nie miało znaczenia, jednak dla wielu może być potężnym nadwyrężeniem budżetu. A zamknięcie okna nic nie kosztuje.

Jeden z kotów, którego historię właśnie poznaliście.
Kot, którego historię właśnie poznaliście.

Życzyłabym sobie, żeby żadne koty nie musiały już cierpieć, ani umierać w ten sposób. Bo to nie „niemądry kot tam wskoczył”, tylko człowiek bez wyobraźni albo w wyniku niewiedzy lub nieuwagi kota odpowiednio nie zabezpieczył. Koty działają instynktownie, natomiast to my jesteśmy odpowiedzialni za to, żeby ten ich instynkt nie był dla nich przekleństwem. Skoro oswoiliśmy koty, wpuściliśmy je do swoich domów, zadbajmy o ich bezpieczeństwo w tym naszym wspólnym miejscu.

Jeśli wśród Waszych przyjaciół, rodziny, znajomych bliższych lub dalszych są osoby, które mają lub planują mieć koty, a nie jesteście pewni, czy są świadomi tego niebezpieczeństwa, przekażcie im, czym ta niewiedza może się skończyć. Dla dobra kotów.

Oczywiście nie muszę dodawać, że okien na oścież też nie otwieramy? Myślę, że zabezpieczanie otwartych okien oraz balkonów, to kolejny, ważny temat, który warto poruszyć na blogu. Tutaj też chętnie usłyszę Wasze opinie – ciekawa jestem, czy wszyscy są świadomi zagrożeń wynikających z niezabezpieczania okien i balkonów lub tarasów, dlatego nawet jeśli nigdy wcześniej nie zostawialiście komentarzy na tym blogu, to zróbcie to teraz, proszę. Dzięki temu będę wiedziała, jak duży jest to jeszcze problem.

Komentarze 109

  1. Paulina

    Ja kilka miesięcy kupiłam takie i potem jeszcze je widziałam… http://www.ikea.com/pl/pl/catalog/products/90278098/

    13 sierpnia 2014 o 21:57 · Odpowiedz
    1. Magda, rudomi.pl

      Dziękuję! Nie wiem, czemu ja nie mogłam tego znaleźć. Może inaczej wyobrażałam sobie blokadę.

      13 sierpnia 2014 o 22:36 ·
    2. Zosia

      Magda, to nie jest ta blokada na okna. Ta na okna jest przywiercana do ramy okiennej – ta w linku jest chyba przyklejana i raczej mało wytrzymała, przynajmniej tak mi się wydaje… Ja ją kupiłam, ale w końcu nie zamontowałam – porobiliśmy w oknach metalowe siatki i na razie to się sprawdza. A wychodząc z domu i tak wszystkie okna zamykamy zupełnie. Jak wrócę do domu, to zrobię zdjęcie i podeślę Ci na fb jeśli chcesz.

      14 sierpnia 2014 o 10:23 ·
    3. Paulina

      Według mnie jest bardzo wytrzymała, trzyma się super, ta „przedłużka” też z porządnego materiału jest.. zastanawiam się jak to odkleję kiedyś jak będzie potrzeba ;)

      14 sierpnia 2014 o 19:47 ·
    4. bo to jest blokada na lodówkę :)

      My je mieliśmy w poprzednim mieszkaniu i spisywały się dobrze. W tym mieszkaniu się odkleiły (nie wiem dlaczego…).

      Fajne są, bo można je wyregulować pod wielkość kota ;) Aczkolwiek to nie jest element stworzony do tego celu.

      12 lipca 2016 o 21:45 ·
  2. ibisek1

    Nasze koty są wychodzące, ale jestem mega przeczulona jeśli chodzi o uchylone okna. Co prawda z zewnątrz, ani z wewnątrz nie mają możliwości wskoczenia i zaklinowania się tam (rama jest za blisko muru, parapety z zewnątrz strome i śliskie). Poza jednymi drzwiami balkonowymi, o które strasznie się zawsze trzęsę. Dlatego sama chętnie poznam jakiś sposób zabezpieczenia ich.

    13 sierpnia 2014 o 21:58 · Odpowiedz
  3. Dlatego mam w każdym oknie, które otwieram, siatkę – taką na komary, ale nie „samoprzylepną”, kupioną w markecie, a zrobioną przez firmę zajmującą się wstawianiem okien – mają po kilka zabezpieczeń z każdej strony i kot nawet kiedy skoczy na siatkę, to się od niej odbije (zaznaczam, że moje robią to rzadko, ale ważą – jeden 8kg drugi 7kg, a wcześniej, przed odchudzaniem były jeszcze bardziej potężne). Oprócz tych siatek mam przy tych oknach ograniczniki do okien – można je bez problemu zamówić na allegro – mają różne stopnie, dzięki czemu można ustawić taki kąt, że kot za chorobę się nie zmieści „w luce”. Na balkonie także mamy drzwi „antykomarowe”. No i oczywiście balkon full osiatkowany (porządnie, metalową siatką przymocowaną do drewnianej, grubej ramy). W końcu koty muszą mieć chociaż namiastkę „dworu” (te, których właściciele nie posiadają balkonu, mogą „dostać” od nich np. osiatkowane okno tak, aby mogły wychodzić na zewnętrzny parapet – wystarczy poszukać w internecie „inspiracji”) i żeby były przy tym w 100% bezpieczne, bo niestety stereotyp, że „kot spada zawsze na 4 łapy” nie jest do końca prawdziwy. Kot znajomych spadł z 5 piętra i przeżył, a kot innej znajomej spadł z 2giego i niestety ale zginął. Nie ma reguły – które piętro – trzeba być odpowiedzialnym, jeśli bierze się zwierze. Zawsze byłam tego zdania i aż mną wstrząsa, kiedy widzę sąsiadkę z naprzeciwka, która wychyla się ze swoim kotem na 4tym piętrze przez szeroko otwarte – oczywiście niezabezpieczone – okno…. LUDZIE!! MIEJCIE WYOBRAŹNIĘ!

    13 sierpnia 2014 o 22:01 · Odpowiedz
    1. Magda

      Taką siatkę kot może rozedrzeć pazurami. U znajomej tak własnie się stało: kotka w rui rozdarła siatkę i uciekła. Bardzo mnie przed tym przestrzegali ludzie na Dogomanii.

      Miałam w oknie kiedyś własnoręcznie robione siatki – drewniana rama z listewek dość szerokich, w to siatka… dla kur, taka zielona, z szerokimi oczkami. Idealne rozwiązanie. Koty wczepiały się w to pazurami i łaziły po siatce jak muchy, głowami w dół. Wytrzymała lata bez uszkodzeń, super solidna konstrukcja za ok. 80zł. Tylko trzeba mieć pod reką kogoś, kto ogarnia manualne rzeczy i możliwość nawiercenia betonu dookoła okna.

      12 lipca 2016 o 21:26 ·
  4. Ja mam 2 koty, kotka ma 3 lata, kocurek jeszcze nie ma roku. Sprawy okien pilnujemy jak oka w głowie. Koty nie zostają same z uchylonymi oknami. Są tak jak u Was tylko w naszej obecności. Kiedy idziemy do pracy okno uchylone jest w pokoju, ale drzwi zamknięte a koty w innej części mieszkania. Balkon też mamy zabezpieczony, ale i tak nie wychodzą tam bez nas. Mieszkamy na 4 piętrze i nie wyobrażam sobie upadku. Pod moim balkonem są jeszcze krzaki i trawnik. Ale kot koleżanki spadł z 4 na beton. Kosztowało go to sporo bólu a ich strachu i pieniędzy też. Wiem, że koty to małe spryciarze i raz już szukałam młodego, nawet na dole, mimo że nie było śladów włamu. Na szczęście wlazł do szafy i na moim strachu się skończyło.

    13 sierpnia 2014 o 22:02 · Odpowiedz
  5. Martu

    Z racji mieszkania w wynajmowanych mieszkaniach nie mam zbytnio możliwości działania, ale traf chciał, że już drugi raz trafiamy na mieszkanie, w którym balustrada balkonowa osłonięta jest czymś jakby cienkimi patyczkami. Jest to dość wysokie, i nie ma obawy że kot będzie chciał się po tym pospacerować, jak to bywa w przypadku kotów niektórych moich znajomych (sic!).

    Jeśli chodzi o uchylne okno… Przyznaję się bez bicia, że nie mam pomysłu. Kiedy jest potrzeba, niestety po prostu je uchylam, nadzoruję kota, ale bywa że i zostaje z tym uchylonym oknem sam. Nie ma zapędów, ale wiem, wiem…. Dzięki za poruszenie. Przemyślę.

    13 sierpnia 2014 o 22:04 · Odpowiedz
  6. Też ostatnio zainteresowana jestem tym tematem i wyszperałam takie zabezpieczenia.
    Wstawię kilka linków ;)

    http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/01/ed/03/01ed03190875efa31468c056b304e2ea.jpg

    Na drzwi balkonowe, akurat takie mam z Lidla ;)
    http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/eb/47/a5/eb47a546f32e4f1a680e14685653b626.jpg

    Okno uchylne
    http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/98/43/3e/98433eb2f10c8b07961b89d241c684b3.jpg

    Parapet ;)
    http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/a3/e2/07/a3e207f1d6818f36075aaeb37465c4b3.jpg

    Uchylane dołem
    http://media-cache-ak0.pinimg.com/736x/9f/3a/98/9f3a980af5a8bd41ed276f880d10c5f4.jpg

    Zabezpieczenie balkonu + siatka
    http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/f0/34/9d/f0349d51b737db3372457a4ca97a497f.jpg
    http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/1f/fb/32/1ffb322969c9901664fbd7ee85c5850a.jpg

    Kratka w oknie
    http://media-cache-ak0.pinimg.com/736x/63/6b/cb/636bcb678febc60ad68b6d8cb1d2209b.jpg
    http://media-cache-cd0.pinimg.com/736x/a6/03/b9/a603b9c48f29a9a90e30832575d0aa4f.jpg

    Siatka zewnątrz
    http://media-cache-ak0.pinimg.com/736x/18/a5/3b/18a53b0486213f4c3c0be17d03061aa8.jpg

    Balkon
    http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/ed/57/9f/ed579f52f4a76dddc8d447e44c803ea8.jpg

    Takie można dostać w sklepach zoologicznych
    http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/cb/31/0a/cb310aadc6b9d8259550d0fbe17e9248.jpg

    http://media-cache-ak0.pinimg.com/736x/2d/25/2f/2d252fb9af3e47521140bffd75212f91.jpg

    Mocne moskitiery ;)
    http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/3f/a3/fa/3fa3faaebb867989127e3b768f852d5b.jpg

    13 sierpnia 2014 o 22:28 · Odpowiedz
    1. Magda, rudomi.pl

      Żabo, bardzo dziękuję za wszystkie rozwiązania! Coś mi się wydaje, że jednak największy sens ma po prostu osiatkowanie okien, najlepiej tak za parapetem, żeby z niego koty też mogły korzystać :) Ewentualnie dodatkowo ogranicznik, bo ja mam też obawy, że okno może przyciąć kota, kiedy zrobi się przeciąg.

      13 sierpnia 2014 o 22:34 ·
    2. Ograniczniki koniecznie, szczególnie w mieszkaniach z przeciągami.
      Ja mam okna po jednej stronie i całe szczęście nie mam przeciągów.

      13 sierpnia 2014 o 22:55 ·
  7. I w sumie wydaje mi sie, że moskitiery to najlepsze rozwiązanie. Bo chroni ktoy i zabezpiecza mieszkanie pzred owadami. I nie jest to już taki wydatek jak jeszcze kilka lat temu ;)

    13 sierpnia 2014 o 22:33 · Odpowiedz
  8. Marta

    U mnie w każdym otwartym oknie są moskitiery i kot na początku próbował je sforsować.(oczywiscie szeroko otwarte nie uchylone)Teraz wie, że tędy nie da się wyjścia i nie ma problemu z uchylonym oknem. Koteu ma bardziej zapędy do okien dachowych, tu muszę bardzo uważać.

    13 sierpnia 2014 o 22:34 · Odpowiedz
  9. Mazala

    My kupiliśmy specjalne kratki, montowane właśnie do ramy okna, na zooplus.pl Dostępne są też takie na górę, żeby okno zabezpieczone było ze wszystkich stron. Możliwość żeby kot się przez to przecedził jest zerowa (no może małe kocię dałoby radę).

    13 sierpnia 2014 o 22:40 · Odpowiedz
  10. monikacookies

    Niestety wypadek przydarzyl sie i nam…kot siedzial na parapecie, za nim uchylone okno.ktos wchodzil do domu, byl przeciag i okno wypchnelo maciejke.spadla z 3 pietra. Troche sie poobija tylko naszczescie.ale potem tata zalozyl siatki w oknach:-)

    13 sierpnia 2014 o 22:46 · Odpowiedz
    1. Magda, rudomi.pl

      Monikacookies, dobrze, że o tym piszesz! To kolejny problem, słyszałam o takim wypadku, kot spadł z 10 piętra i nie przeżył :(

      13 sierpnia 2014 o 22:49 ·
  11. halbina

    Dziękuję za ważny i ciekawy artykuł. Współpracuję z fundacją ratującą zwierzęta. Doświadczenie dt i opowieści kociolubnych uczy, że każda taka informacja jest nie do przecenienia, bo uświadamia. Polecam wątek na miau.pl http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=348

    13 sierpnia 2014 o 23:00 · Odpowiedz
  12. Można również tak wyregulowac okna żeby uchylały się na taką szerokość, że w szparę nie wejdzie kocia głowa. Najtańsze i najprostsze rozwiązanie. Stopień uchylności każdego okna da się wyregulować.

    13 sierpnia 2014 o 23:01 · Odpowiedz
    1. Pinezk_a

      Problemem nie tylko jest kocia głowa. Mój kot dzisiaj nad ranem zobaczył jakieś paskudztwo na moskitierze i zahaczył się łapką. Narobiła takiego wrzasku, że na szczęście się obudziłam, ale sama tylko się szamotała i nie mogła wyciągnąć łapki. Dlatego też nawet regulacja okna to kiepski pomysł.

      15 sierpnia 2014 o 14:00 ·
  13. Ela

    Nigdy nie zostawiam uchylonych okien, nawet jak wychodzę na moment do sklepu. Mam moskitiery w oknach, ale i tak okna są otwarte tylko jak ktoś jest w domu. Kot może przedziurawić moskitierę i wypaść z okna. Jedyną siatką, której kot nie sforsuje, jest zamontowana przez fachowców metalowa siatka…

    Chciałabym się odnieść też do panującej znieczulicy. Jakoś nie dziwi mnie to, że jacyś ludzie spokojnie powiedzieli, że kot wisi w oknie drugi dzień. Miałam podobną sytuację kilkanaście lat temu. Na mojej klatce słychać było miauczenie kota. Na początku myślałam, że któryś z sąsiadów sprawił sobie kota i pewnie ten się tak drze (nie miałam wówczas w domu kota, jedynie psa). Ale po dwóch dniach zaczęło mnie zastanawiać, że kota słychać prawie cały czas. Niemożliwe, żeby kot tak ciągle płakał. Najbardziej słychać było wieczorem, kiedy robiło się ogólnie cicho. Zaczęłam pytać napotkanych sąsiadów czy zwrócili uwagę, że ostatnio ciągle słychać miauczenie. Każdy potwierdził, że coś tam słyszy, ale co z tego? Miauczy, to miauczy. Trzeciego dnia już nie wytrzymałam i zaczęłam wieczorem chodzić po klatce, podchodziłam pod każde drzwi próbując zlokalizować skąd dobiega miauczenie. Okazało się, że nie z mieszkania, a ze skrzynki z licznikami gazowymi. W licznikach były niewielkie otwory, ale nic nie można było przez nie zobaczyć. Poszłam do faceta, który opiekował się wspólnotą mieszkaniową, poprosiłam o udostępnienie klucza do skrzynek. Oczywiście zrobił to z ogromną łaską, bo z byle powodu zawracam mu głowę wieczorową porą. Bingo! W jednej ze skrzynek siedział biedny i wygłodzony kot! Zabrałam biedę do domu, żeby nakarmić i wymyśleć co z nią zrobić. Została z nami 10 lat. Nikogo nie obchodziło, ze kot płacze, woła o pomoc. Zaczęli by się pewnie interesować jakby po jakimś czasie zaczęło śmierdzieć padliną na klatce…….

    13 sierpnia 2014 o 23:15 · Odpowiedz
    1. Alicja

      Dobrze że są wrażliwi ludzie na tym świecie.

      3 grudnia 2014 o 19:08 ·
  14. Mam 6-letniego kota – persa. Ze względu na budowę ciała i długość nóżek nie skacze na wyższe wysokości niż 20-30cm. Jednak w przyszłości planuję mieć jeszcze jednego przybłędę ze schroniska lub jakiegoś znajducha i dzięki Twojemu wpisowi wyryłam sobie w głowie żeby uważać. Ochrona balkonu jest dla mnie znanym tematem. O uchylnych oknach też słyszałam ale u nas nie było potrzeby do tej pory. Marcel jest typowym kanapowcem, którego ptaszki ćwierkające za oknem kompletnie nie ruszają, najlepiej się czuje w parterze, dlatego do tego tematu mniejszą wagę przywiązywałam. Super, że napisałaś taki wpis – myślę, że dużo osób zostanie uświadomionych, a jeśli nawet wiedziały o takim zjawisku to na pewno będą na nie bardziej uważać. Sama pierwsze co zrobiłam, to poleciałam do kuchni i streściłam Twój post swojej mamie. Trzeba chuchać na zimne. I patrzeć na to co się dzieje dookoła. Warto wiedzieć jak postąpić gdy zobaczymy taką sytuację idąc osiedlowym chodnikiem.
    Do tej pory się nie udzielałam komentarzami. Ale według życzenia – piszę. I pozdrawiam Ciebie i Twoje rudości. :)

    13 sierpnia 2014 o 23:42 · Odpowiedz
  15. RCS

    Rudy, gruby jak Garfield, kot mojej przyjaciółki wyskoczył przez tak uchylone okno całkowicie. Bo zobaczył ptaki na podwórku. Tylko, że jego imię (Belzebub) musi mieć jakieś uzasadnienie wyższe, bo wyszedł z tego lekko fochnięty, ze złamanym siekaczem i opuchniętą łapką… Ale gołębia upolował.

    13 sierpnia 2014 o 23:59 · Odpowiedz
  16. behemot

    Kilka lat temu byłam świadkiem, jak kot, który zaklinował się w uchylnym oknie, nie doczekał ani przyjazdu straży, ani przyjazdu policji…
    Do dzisiaj mam ten widok przed oczami, do dzisiaj słyszę to miauczenie…

    NIGDY okna uchylne w naszym mieszkaniu nie zostają otwarte, gdy wychodzimy z domu. Zamykamy wszystkie (poza sypialnią, gdzie zgodnie z wolą mojego męża koty wstępu nie mają i gdzie przemontowaliśmy klamkę tak, by nie miały możliwości samodzielnego otworzenia drzwi). Nauczył się tego mój mąż, uczulam na to znajomych mających/mających mieć kota.

    14 sierpnia 2014 o 00:08 · Odpowiedz
  17. Ola

    Ojej, ale mnie nastraszyłaś. Jasne, nie raz słyszałam takie smutne historie, ale u mnie w domu okna zawsze są pouchylane. Fakt, kota jest wychodząca i zawsze priorytetowo prosi o otwarcie drzwi, zanim zainteresuje się siedzeniem na parapecie, ale teraz pomyślałam, że to nie musi oznaczać, że kiedyś nie zachce jej się wyjść przez ciasną szczelinę…

    14 sierpnia 2014 o 00:10 · Odpowiedz
  18. My mamy taką kratkę https://www.facebook.com/kotki2/photos/a.291974210952852.1073741832.288401194643487/291974030952870/?type=3&theater
    Sprawdza się idealnie! Zrobił mi ją TŻ [mam szczęście, że ma umiejętności i warunki ;) ], bo te sklepowe były trochę za krótkie.
    Kratki nie trzeba ściągać – niezależnie od tego czy okno jest otwarte czy zamknięte, jest biała – jak rama okna, więc nie rzuca się w oczy.

    Dobrze, że o tym piszesz, bo wiele osób bagatelizuje ten problem, wydaje im się, że jak kot utknie to jedyne co się może zdarzyć to, że posiedzi sobie w oknie trochę czasu i tyle.

    14 sierpnia 2014 o 07:21 · Odpowiedz
  19. Kasia

    Tak, jak na niebezpieczeństwo otwartego okna wpadłam – w przypadku każdej istoty, którą się człowiek opiekuje ono przecież istnieje. Tak o utknięciu w uchylonym nie miałam pojęcia i szczerze mówiąc nie dziwię się, że nikt nie zareagował – nie wpadłabym na to, że kot się tam zaklinuje. Przecież to takie zwinne stworzenia, więc stwierdziłabym, że on po prostu próbuje wyjść na zewnątrz. Zaniepokoiłoby mnie, gdybym go obserwowała dłużej, ale jako przechodzień z ulicy – nie ma szans.
    Sama nigdy kota nie miałam, więc o takich rzeczach nie mam pojęcia.

    14 sierpnia 2014 o 07:58 · Odpowiedz
    1. Magda, rudomi.pl

      Kasia, ten kot nie mógłby wyjść na zewnątrz tak czy inaczej – to było bardzo wysokie piętro. Poza tym zdaje się, że para widziała go po sąsiedzku, już zaklinowanego i nie zareagowała.

      14 sierpnia 2014 o 08:05 ·
  20. monique

    Ja napisze odnosnie przeciagow i kotow, mielismy takie zdarzenie w tym roku : Tosia siada na oknie otwartym oknie zeby pogapic sie na ogrod(parter). Normalnie okno to jest otwarte ale zacumowane na takiej zapadce, ktore reguluje jak szeroko ma byc otwarte. Tym razem nie bylo zacumowane, a my wnosilismy zakupy z samochodu do domu. Zrobil sie przeciag okno sie zamknelo z trzaskiem, Toska pisnela i ..nic. Obejrzalam jej lapki, ogonek, ale wszystko bylo OK. Dopiero pare dni pozniej zauwazylismy ze z paszczy zwisa jej wybity zab :( Pojechalismy do weta, kazal usunac zab i korzen. Toska miala operacje. W sumie wszystko sie dobrze skonczylo, ale ponieslimy niezaplanowane kosza, kot cierpial, a wystarczylo tylko porzadnie umocowac okno :(

    14 sierpnia 2014 o 09:06 · Odpowiedz
  21. monique

    ps1. do tej historii powyzej dodam ze nasze okno otwiera sie tak normalnie w poprzek, nie od gory. Chcialam to tylko dodac dla lepszegp zobrazowania historii.
    ps. dziekuje ze o tym napisalas. Duze blogi powinny wlanisnie wziac na siebie czesc takiej akcji uswiadamiajacej. Po kometarzach widze ze wilu osobom do glowy by nie przyszlo co moze sie stac. Ja tez o tym pisalem w zeszlym roku, ale u mnie jest mniej czytelnikow. To bardzo wazny temat ktory powinien byc odswiezany.
    Pozrowienstwa dla Marchewki i Ryska

    14 sierpnia 2014 o 09:13 · Odpowiedz
  22. Ola

    W zamierzchłych czasach, kiedy w moim domu rodzinnym zaczęły pojawiać się koty, nikt nie myślał o zabezpieczeniach, w sklepach nic takiego nie było. (To były czasy kiedy nikomu nie przeszkadzały psie kupy na trawnikach ;-))))) Przeważnie w domu były dwa albo trzy koty. Okien uchylnych nie było, były normalnie otwierane. Do czasu kiedy biały a potem rudy poszły „na gigant”. To było pierwsze piętro i pewnie spadły. Było tyle płaczu, tyle poszukiwań. Na szczęście się znalazły. Ale od tamtej pory, na te okna co były otwierane rodzice nałożyli siatkę z.. firanek :-) Balkon był pod obserwacją.
    Teraz koty sa u mamy, która mieszka w domku i mimo że są okna uchylne to nie ma możliwości wyjścia przez nie. Tak jak ktoś pisał , są takie szpary przez które kot raczej głowy nie wepchnie. Bardziej trzeba pilnować, żeby łobuzy między nogami do ogródka nie czmychnęły. Natomiast ja bardzo bym chciała mieć kota w domu, ale mieszkamy na parterze z ogródkiem. Więc szukam możliwości jak można zabezpieczyć drzwi balkonowe. Najlepiej pasowały by takie drzwi z moskitierą ale zamykane na dwie strony, żeby można było w ogródku posiedzieć i zamknąć je od zewnątrz i od wewnątrz przy otwartym balkonie.

    14 sierpnia 2014 o 09:31 · Odpowiedz
    1. Takie mamy i potwierdzam, że się sprawdzają. Wystarczy zamocować tak żeby pięść kobiecej dłoni niewielkiej nie przechodziła przez szpare. Mamy i żaden kot nic nawet nie cuduje. Skaczą tylko po parapecie w gonitwie jeden za drugim albo bo mucha ale fakt ze kiedyś dawno temu Salem wyskoczył tak na gawrona. Nie upolowal go ale siedział obrażony w krzakach. Nic się nie stało na szczęście u mamy parter ;) Planujemy siatkę na balkon z zooplusa ale nie wiem jak bo nie ma dachu a balkon wystający z bloku.

      14 sierpnia 2014 o 19:48 ·
    2. Bafi

      A nie ma możliwości żeby dospawać rusztowanie? Nad nami jest balkon, ale mamy tak jakoś na przemian balkony w kształcie trójkątów, więc efekt jest taki, że nad najszerszą częścią naszego balkonu nie ma w ogóle balkonu wyżej. Kupiliśmy pręty w castoramie i zostały przyspawane do poręczy balkonowej a na górze mamy tak jakby wbite ukośnie w sufit. teoretycznie pomniejszyło powierzchnię na balkonie, ale dzięki temu można było ładnie przymocować siatkę, a koty mogą się spokojnie wylegiwać do woli :)

      26 stycznia 2015 o 08:25 ·
  23. żmijunia

    W tym roku wreszcie zmieniliśmy okna na nowe – plastiki. Zamówiliśmy z dodatkowymi okuciami – nazywa się to chyba „stopniowanie uchyłu”. Pytani o zdanie panowie od okien w większości nam je odradzali, bo ponoć się psują, ale któryś mówił że ma i że są super, więc wzięliśmy. Jedyne co widać to takie blaszki przyczepione do ramy okna nad skrzydłem. Sprawdzają się bardzo dobrze, tylko ich obsługa wymaga pewnej wprawy no i szczelina jest mała, ale na pewno daje o wiele więcej niż np. rozszczelnienie. Oprócz tego można oczywiście takie okno uchylić na całą szerokość. Także gdyby ktoś się zastanawiał – nie, nie psują się, tylko trzeba się wykazać minimalnym wyczuciem celując w okucie. :)
    Jeśli ktoś potrzebuje więcej powietrza, jest jeszcze jedna opcja, coś co będziemy robić teraz jak panowie od okien znajdą czas – przerabiamy oba skrzydła na rozwierno-uchylne. Tak jest w tym momencie w kuchni i kot absolutnie nie ma jak dostać się do takiej szczeliny, a powietrza wchodzi duuużo. :)
    Póki co – okna zostają uchylone tylko wtedy, kiedy ktoś jest w danym pomieszczeniu albo kiedy pomieszczenie jest zamknięte.
    Natomiast w balkonie szczelina jest długa i wąska więc imo nie stwarza poważnego zagrożenia.

    14 sierpnia 2014 o 10:37 · Odpowiedz
  24. Dobrze, że o tym napisałaś! Na początku też nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale potem Andrzej rósł, a ja czytałam różne fora, artykuły i przestałam zostawiać uchylone okna jak zostawał sam w domu. Nieraz było duszno, gorąco, zwłaszcza w lecie – ale okna zamykałam, chociaż ze strony kota – zero zainteresowania uchylonym oknem (które było uchylone tylko jak byliśmy w domu). Niedawno zamówiłam w zooplusie takie kratki – http://www.zooplus.pl/shop/koty/drzwi_siataki_preparaty/ochronne_kratki_kot/30843 – można je przykleić, lub przymocować za pomocą śrub, i okna zostawiam już uchylone. Kot nie ma możliwości dostania się do okna i jest bezpiecznie. Jak dla mnie – sprawdzają się idealnie :)
    Ale bardzo dużo ludzi nie ma świadomości że uchylone okna są niebezpieczne,przecież sitaki na balkonach czy oknach też nie są codziennością, bo kot przecież się nie interesuje i na pewno nie wyskoczy.

    14 sierpnia 2014 o 11:10 · Odpowiedz
  25. Mój kota Figa – prawie 20 lat temu – wypadł z okna z 4 pietra (( Tragiczne wydarzenie opisałam tutaj http://kotyszki.blogspot.com/p/zabezpiecz-balkon-i-okna.html
    Jak mieliśmy już kolejnego kota – Filipa to w oknie była moskitiera , a na balkon wychodził w szelkach i smyczy . Jak planowaliśmy dokocenie – to już planowaliśmy osiatkowanie balkonu , żeby nie umierać ze strachu o dwa koty. Odkąd jest Karmel – to już ponad 7 lat – mamy osiatkowany balkon , no i już trzy bezpieczne koty ;))
    Dobrze że o tym piszesz. Takich tematów nigdy za wiele. Super że udało się O. uratować tego biednego kota :-)
    W podanym linku są pomysły i strony o zabezpieczeniach okien i balkonów.
    Pozdrawiam ciepło.

    14 sierpnia 2014 o 11:20 · Odpowiedz
  26. Iwona

    Mam koty od 12 lat. Mam zabezpieczony balkon, okna uchylam i nie mam żadnych zabezpieczeń, wychodząc zostawiam je często otwarte. Do tej pory nic złego się nie stało, ale Wasz post uzmysłowił mi, „do tej pory” to nie znaczy „nigdy”. Nie wyobrażam sobie, że kotu stałaby się krzywda, że cierpiałby z powodu mojego zaniedbania, czy po prostu głupoty. Oczywiście czytałam gdzieś, że takie wypadki się zdarzają, ale skoro moje koty nie pchają się w te szpary (to zaobserwowałam będąc z nimi w domu), to pewnie tak już będzie.. (Koty są duże i ciężkie i może to je ratowało, przed penetracją tych szczelin..)
    Widok tego rudaska w oknie, który podobno cierpiał tak 2 dni, wstrząsał mną.. Jutro zamawiam w zooplus zabezpieczenia i dziękuję losowi, że moje koty miały więcej rozsądku od ich właścicielki.
    Jeszcze raz dziękuję za ten post.

    14 sierpnia 2014 o 13:46 · Odpowiedz
    1. Polecamy przekręcić są solidne i moje grubaski tez zabezpieczone ;)
      Od góry nie kupowałam bo zaraz nad oknem jest sufit wneki i kot nie ma skąd tak skoczyć musiałby się po suficie nauczyć chodzić ;)

      14 sierpnia 2014 o 19:52 ·
  27. Madzik

    Madziu, dziękuję Ci za ten wpis. Dzięki niemu uświadomiłam sobie, że mój naprawdę wielki kocur również jest narażony na problem uchylnego okna. Do tej pory myślałam, że nie ma opcji, aby wpadł w tak wąski otwór… a jednak poczytałam o temacie – dzięki Tobie i zrozumiałam, że to jednak jest możliwe. Czasem codzienny brak wyobraźni i rutyna czyni z człowieka właściciela martwego zwierzęcia. Nie chcę nim być i dołożę wszelkich starań aby Kulkowi nic się nie stało (ze strony okna i mojego niedopatrzenia). JESZCZE RAZ DZIĘKI ZA TEN WPIS!!!!

    14 sierpnia 2014 o 18:19 · Odpowiedz
  28. Madzik

    I PRZY OKAZJI POZDROWIENIA DLA RUDOŚCI :-)))

    14 sierpnia 2014 o 18:20 · Odpowiedz
  29. O qrcze! Nie pomyślałabym, że kot wcisnąłby się w taką szczelinę! Zazwyczaj zamykam jak wychodzę, ale generalnie mój kociak wychodzi na podwórko, choć cały czas martwię się o nią, aby jej nic się nie stało. Wychodzi tylko wtedy, kiedy jesteśmy w domu, ale teraz wyjeżdżamy i cały urlopowy pobyt będę się martwić, czy osoby, którym powierzę mój dom, psa i kota, odpowiednio to zrobią. Mam nadzieję, że tak! Warto pisać takie rzeczy, otwiera umysły i rozbudza wyobraźnię.

    14 sierpnia 2014 o 18:57 · Odpowiedz
  30. Bardzo dobrze, że o tym piszesz! Słyszałam o kocie, któremu w takim uchylnym oknie utknęła głowa i się udusił :( A powiem szczerze, że dopóki nie usłyszałam tej strasznej historii, to też nie miałam świadomości jakie uchylne okna są niebezpieczne.

    14 sierpnia 2014 o 20:38 · Odpowiedz
  31. audrey60

    Ciarki mnie przeszły. Ja zawsze zostawiam uchylnie otwarte okna, ale szczelina jest niewielka. Ale jednak. Nie pomyślałam o tym, ponieważ mam w drzwiach balkonowych wyjście dla kociaków i osiatkowany balkon. Czy zatem taki lufcik może być zagrożeniem mimo dostępu bez ograniczeń do wyjścia?

    15 sierpnia 2014 o 09:19 · Odpowiedz
  32. Raz w życiu ściągałam powieszoną kotkę z uchylnego okna. Kotucha szczęśliwie przeżyła – chyba tylko dlatego, że zaklinowała się karkiem i dzięki temu nie udusiła. Działo się to nad ranem w domu, gdzie nocowałam. Nikt nie słyszał kociego coraz słabszego wołania o pomoc. Dobrze, że ja wstaję na „równe nogi” jak gdzieś usłyszę kota ;) Kotka przeżyła, ja też (trochę mnie biedna pogryzła kiedy ją uwalniałam).
    Uchylne okna są ogromnym zagrożeniem!!!
    Najlepiej ich nie uchylać – zamontować porządne moskitiery i otwierać normalnie. Ale niektóre okna mają możliwość regulacji szczeliny – jeśli ta szczelinka jest rzeczywiście minimalna to kot nie będzie się nią interesował. Choć ja się zawsze boję, że wleci przez nią osa. Czyli jednak,w każdej sytuacji przydadzą się moskitiery. Przez jakiś czas u nas w domu były, na kuchennym oknie (otwieranym normalnie), zamontowane blokady z IKEI ( http://www.ikea.com/pl/pl/images/products/patrull-blokada-wielofunkcyjna__28464_PE098869_S4.JPG ) i świetnie się sprawdziły. Jednak po wymianie okna już ich nie dało się przykleić.

    15 sierpnia 2014 o 15:04 · Odpowiedz
  33. poprzednie wcielenie

    Na przykładzie swojego kota zrozumiałam, dlaczego tak zwinne zwierzęta nie potrafią sobie poradzić w sytuacji zaklinowania. Okna mam zabezpieczone, ale czasem uchylam, tak od góry właśnie, kiedy jestem w domu. Któregoś razu Fifin sięgnął łapką za okno przez szczelinę – jakiś żuczek czy inny stwór był pokusą. Łapka osunęła się poniżej miejsca, w którym została przełożona na zewnątrz i kot zgłupiał, bo nie dało się jej po prostu wyjąć – już było za wąsko. Kotu nie przyszło do głowy, że trzeba łapkę podnieść, żeby w szerszym miejscu ją móc wyjąć! Od razu była panika (ojej, złapało mnie i trzyma!) i próby wyszarpnięcia! Byłam blisko i całą sytuację miałam jak na dłoni. Pomysłowe, inteligentne zwierzę, które wykazuje zmysł inżynierski ;), gdy chce np otworzyć jakąś szafę czy okno, w sytuacji urojonego przecież zagrożenia – złapało i trzyma – już nie było w stanie myśleć, bo włączył się instynkt ucieczki. Na szczęście nic się nie stało, bo byłam tuż. Kota tak zaklinowanego, jak z postu Autorki też zdarzyło mi się wyciągać i uważam, że takie wypadki nie kończą się tragicznie, kiedy „wypadkowicz” wysunie się tak daleko, że nie ma oparcia dla tylnych łap, a przednimi może się podeprzeć. Jeśli ma się jak zaprzeć tylnymi łapami, to zawsze będzie próbował się wyszarpnąć, niestety. Cóż, z kotami jak z dziećmi – nigdy dosyć uwagi.

    16 sierpnia 2014 o 23:41 · Odpowiedz
  34. jola

    Ja zabezpieczenia na okna dla kota kupiłam w Zooplusie. Niedrogie, a bardzo skuteczne, mogę wyjść z domu, okna zostawić uchylone i nic mojemu kotu nie grozi. Nie mogłabym inaczej, bo nie zaznałabym spokoju, uchylając okno w pokoju w którym jest kot w sytuacji, gdy nie ma mnie w domu. jola

    20 sierpnia 2014 o 11:35 · Odpowiedz
  35. bubu

    Również mieszkam na wynajmie, właściciel w ogóle nie pytał co za siatki wstawiłam w okno, a ja nie pytałam o zgodę bo siatki są zamontowane bezinwazyjnie, w ramę okna wstawiona jest ranka z siatką (instalowane przez specjalistyczną firmę). Robiłam jednak niedawno rekonesans w sprawie siatkowania balkonów, dzwoniłam na kilka ogłoszeń wynajmu mieszkania i ludzie nie robili problemu z założeniem siatki. Także nie jest tak, że wynajęte mieszkanie nas tłumaczy. Spokojnie można znaleźć mieszkanie, które jednocześnie będzie bezpieczne dla naszych kotów.

    21 sierpnia 2014 o 19:21 · Odpowiedz
  36. Magda

    Bardzo dziękuję, mając pierwsz koty nie wszystko się da przewidzieć.

    22 sierpnia 2014 o 09:54 · Odpowiedz
  37. viltianus

    Mam 5 kotów, parter, okna starego typu, nie uchylne. Wiele lat temu po prostu założyłam na framugi od zewnątrz gęstą ogrodniczą siatkę z plastiku, oczka jakieś 4 mm. Przybiłam je do drewnianych framug zwykłymi gwoździkami. Ileś tam pokoleń mruczków próbowało je sforsować, nie udało się nawet tym z ADHD. Okna w pokoju mogę mieć stale otwarte, koty bezpieczne.

    22 sierpnia 2014 o 10:03 · Odpowiedz
  38. kot

    Jak raz utknie to potem już nie będzie właził :)

    22 sierpnia 2014 o 11:25 · Odpowiedz
  39. Iv

    Ja jestem świadoma zagrożenia, też niestety „mądra po szkodzie”- po tym, jak kot wyszedł oknem uchylonym tak, że wydawałoby się, że nie wciśnie tam nic- przeceniłam możliwości mojego kota- wyszedł na dach i utkwił w rynnie, na szczęście sąsiad go zobaczył i wyjął- uniknęłam tragedii o włos.
    Piszę komentarz w związku z ostatnim akapitem- mam koleżankę, która ma kota i zostawia mu uchylony balkon, że jak jej nie ma, mógł po balkonie pochodzić. Balkon jest oczywiście niezabezpieczony… Tłumaczyłam, mówiłam, podsyłałam artykuły, sama chełpi się, że o behawioryźmie kotów wie dużo, a tu taki szczegół… Według niej, kot jest zbyt płochliwy, aby wyskoczył z balkonu. Szczerze, to nie wiem jakie jeszcze argumenty by do niej trafiły…Ja dla świętego spokoju zabezpieczyłabym ten balkon! Drugie piętro, pod spodem beton i barierki :(

    22 sierpnia 2014 o 12:08 · Odpowiedz
  40. Mam dwa koty i często zostawiam uchylone okno. Nigdy nie zdarzyło się aby któryś próbował tam wskoczyć. Mam w oknach siatki i może to je odstrasza. Raz widziałam jak skakały za muchą jak szalone ale jak mucha wpadła miedzy szybę i siatkę obserwowały ją z za szyby.

    22 sierpnia 2014 o 19:39 · Odpowiedz
  41. Z.

    Moja kotka zginela wlasnie w taki sposob… moja mama wychodzac z domu zamknela balkon a na nim schowana gdzies kotke :( Dodam, ze zawsze sprawdzalismy gdzie sa koty prze wyjsciem z domu, ale mama sie spieszyla i byla pewna, ze kota na balkonie nie ma). Okna od mojego pokoju wychodzily na balkon i jedno z nich bylo niestety uchylone. Kiedy wrocilam do domu, znalazlam kota zaklinowanego w oknie….juz sztywnego….Malutka chciala wejsc do domu :( Nie bylo nas tylko kilka godzin, wiec musiala zginac od razu. To bylo jakies 13 lat temu a ja ciagle mam dreszcze jak sobie to przypomne. Teraz bardzo uwazam na okna, ale wiem, ze czasem takie wypadki sie niestety zdazaja mimo pilnowania….Czlowiek nie jest w stanie wszystkiego zabezpieczyc i pilnowac, a koty…wiadomo wszedzie chca sie dostac. Na punkcie okien mam teraz obsesje…Moze sa jakies niezawodne zabezpieczenia?!?! Dajcie znac jesli tak, bo ja sie z takimi nie spotkalam a siatek w okna nie chce zakladac. (moi rodziece je teraz maja, bo juz nie chca ryzykowac uchylania.)

    23 sierpnia 2014 o 09:01 · Odpowiedz
  42. Bardzo fajny blog, gratuluję :)

    Tydzień temu zostaliśmy niespodziewanie właścicielami kota, od 2 dni, po opuszczeniu szpitala, mieszka z nami. Teraz też się zastanawiami nad możliwością ochrony jego – a raczej jej – przed zasadzkami czychającymi w między oknem a framugą.
    Pozdrawiamy!

    29 sierpnia 2014 o 11:14 · Odpowiedz
  43. Elvira

    Witam , trafiłam do Was przez przypadek ale super. Mam dwie dziewczyny i mieszkam na 7 piętrze okna oczywiście otwieramy bardzo szeroko nigdy uchylnie ale mam pomontowane siatki zabezpieczające a teraz w związku z umiłowaniem balkonu będzie woliera na cały balkon niestety trzeba ponosić konsekwencje posiadania zwierząt w domu.Podpisuję się 8 łapkami że nigdy nie wiadomo kiedy kotu zechce się wyjść trzeba być czujnym .Pozdrawiam Elvira

    30 sierpnia 2014 o 16:48 · Odpowiedz
  44. Jeszcze na parterze to pół biedy, ale na wyższych piętrach trzeba uważać, bo aż serce boli jak się pomyśli, co się może przy upadku wydarzyć ;/

    5 września 2014 o 13:11 · Odpowiedz
  45. A ja przymierzam się do adopcji kota. Bardzo dużo czytam na ten temat. Interesuje mnie przede wszystkim bezpieczeństwo m.in. to w jaki sposób przygotować mieszkanie, i czym karmić…

    7 września 2014 o 16:33 · Odpowiedz
  46. Kama

    Moj wlasnie tydzien temu mial taka przygode, zostawilam go na balkonie i uchylilam drzwi-no niestety kotce zachcialo sie do domu, kiedy po prawie 4 godzinach wrocilam do domu zastalam taki widok ze do tej pory ciarki przechodza mi po plecach. Wisial biedny na glowie – dostalam takiego zastrzyku adrenaliny ze do tej pory nie wiem jak go wyciagnelam. Mial chyba wielka wole zycia bo dzisiaj biega jak gdyby nigdy nic. Ale jak sobie pomysle co on przezywal ( powyrywane pazury, 2 dni nie slyszal i nie mogl utrzymac rownowagi ) z okna uszczelki wszystkie powyrywane a parapet pogryziony i dookola krew. Teraz zamykam wszystkie okna jak wychodze, tyle ze nastepny problem czy sie w firanki makarony nie zaplacze????

    24 września 2014 o 18:12 · Odpowiedz
  47. Szekla

    Mam koty w domu od 14 lat… W sumie już 4 futra ;-). Teraz już wiem jak wielkim zagrożeniem są uchylone okna. Niestety przekonałam się o tym na własnej skórze… Na szczęście nic się nie stało.
    Moje kotki są wychodzące – mieszkam w spokojnej okolicy przy polnej drodze do stawów i lasku, mam duży ogród. Koty przygarnęłam jako wychodzące i zrobienie z nich domowych to był wyczyn nie do przeskoczenia. Więc wychodzą. Zazwyczaj ktoś jest w domu, to je wypuści/wpuści, a jak nikogo nie ma to są zamknięte „szczelnie” (wszystkie drzwi, okna, etc.) w domu i mają kuwetkę albo siedzą na dworze, a dom jest „szczelnie” zamknięty – zależy od ich preferencji i temperatury na zewnątrz ;-).

    Któregoś letniego dnia dobre parę lat temu siedziałam w domu, a koty leniwie się snuły.. Wtedy byłam mamką dopiero dwóch futrzaków. Miały otwarty taras i balkon (a z nich schodzą i wchodzą po bluszczu i pergoli – uwielbiają to ;-)), więc do głowy mi nie przyszło, że uchylone okno może któregokolwiek zaciekawić. Niestety – może coś siedziało na parapecie – nagle słyszę dziwne, niskie, rozpaczliwe pisko-wycie mojego Garfielda…. To rzucam się na poszukiwanie, a on zaklinował się brzuchem w uchylonym oknie. Pewnie chciał przeskoczyć, a osunął się niżej i utknął… Okno znajduje się na parterze. Na szczęście przybyłam w sekundę po zaklinowaniu, kotkowi kompletnie nic się nie stało. Zaraz go zabrałam do weterynarza, który potwierdził, że z kotem wszystko w porządku. Ale jak go zobaczyłam to mi serce do gardła podskoczyło. I to w dwóch innych pomieszczeniach miał drzwi otwarte na oścież, zawsze je wypuszczam też oknami na parterze jak chcą… Ale nie, on musiał w tej sekundzie przez uchylone okno dostać się na zewnątrz.
    Od tego czasu każdemu znajomemu, który ma koty zwracam na uchylone okna uwagę, a i sama uchylam tyko w zamkniętych pomieszczeniach lub jeżeli się w tym pomieszczeniu akurat znajduję.
    Temat jak najbardziej do poruszenia, bo jest bardziej niebezpieczny niż się większości wydaje!
    Gratulacje dla O. za wykazanie się odwagą w obronie braci mniejszych. Niestety dużo ludzi nie zwraca uwagę na zasłabnięcie na chodniku a co dopiero na kota w oknie… A tą parę, która się przyznała, że widziała kotka od wczoraj w tym oknie, chyba bym zwymyślała… Masakra.

    Pozdrawiam serdecznie wszystkich kotozakręconych!
    I Rude od Garfielda, Zuzy, Dudusia (vel Gówniarza) oraz Ździebeła :-)

    26 września 2014 o 11:57 · Odpowiedz
    1. gacus79@wp.pl

      Na ebay znajdziecie super blokady do okien jak takie zkupilam!

      7 lutego 2015 o 17:23 ·
  48. […] Dolnego Śląska wezmą niebawem przykład.   6. Przestraszyłam się nieziemsko, czytając ostatni post na RudoMi. Obecnie stałam się okropną panikarą, ponieważ wcześniej zagrożenia dla kotów ze […]

    31 października 2014 o 09:42 · Odpowiedz
  49. kociarrra

    Jesteśmy tydzień po takowym wypadku :( Lusia jest cała, żyje, może lekko jeszcze niesprawna. Ja – kończę leczyć pogryzione ręce i nie przestaję samej siebie obrzucać oskarżeniami . O siatkach napisaliście już wszystko. Dorzucę tylko, że czasem wydaje nam się, że kota w wietrzonym pokoju nie ma , a on sobie spokojnie śpi w niedomkniętej szafie , albo pod łóżkiem…

    19 stycznia 2015 o 21:08 · Odpowiedz
  50. odea

    Witam,
    mój kot też kiedyś wypadł z balkonu, z 4 piętra. Szukaliśmy go przez kilka dni, kiedy w końcu się znalazł miał krzyżowo złamaną przednią łapkę. Koszty leczenia wyniosły ok 1,5 tyś, cierpienie zwierzaka i płacz córki są nie do ocenienia. Na okna i balkon pozakładałam plastykową siatkę kupioną chyba w Leroy Merlin na metr2. Ma duże oczka i jasny kolor więc nie zabiera światła w pokoju. Sprawdza się już od kilku lat bez wymiany. Gorąco polecam.

    26 stycznia 2015 o 08:58 · Odpowiedz
    1. lola

      Moja śliczna Nevka odeszła we wtorek, zostawiłam uchylone okno i stało się, do dziś nie mogę do siebie dojść.

      30 kwietnia 2015 o 10:14 ·
  51. Justyna

    My zamontowaliśmy taką specjalną siatkę na balkon http://www.shamanpets24h.pl/siatka-ochronna-wzmocniona-drutem-do-okien-na-balkon-dla-kota.html i jesteśmy zadowoleni. Kot może wylegiwać się na balkonie w upalne dni;)

    28 lutego 2015 o 17:22 · Odpowiedz
  52. Anja

    A moja koteczka ukochana dzisiaj właśnie tak sie udusila……

    25 maja 2015 o 14:06 · Odpowiedz
  53. Iza

    Jejku ja sobie sprawy nie zdawalam ze takie uchylone okno to moze byc smiertelna pulapka dla kota. Kocham koty i nie wyobrazam sobie ze jakiemus pod moja opieka i w mojej obecnosci przytrafi sie jakas krzywda niestety jestem tylko czlowiekiem i dzis mialam przyklad, ze pospiech to jedynie jest wskazany przy lapaniu pchel… Otoz mam 2 kociaki LUSIĘ i MANIUSIA. W czerwcu, dokladnie 6-go minie 3ci miesiac jak sie urodzily. Sa sliczne i takie puszyste! Zwykle kocinki „dachowe”. Bardzo je kocham i dbam o nie jak moge, ale od dzis bede dbala podwojnie… Historyjka z dzisiejszego popoludnia dala mi duzo nauczki i mimo, ze nie mialam zlych intencji to pluje sobie w brode, jak do tego moglo dojsc… A wiec do rzeczy… Mieszkam w UK, tu w domach okna sa dziwne, w sumie to beznadziejne, a w lazienkach to juz calkiem… Otwierane od dolu i do zewnatrz… Co za bezsens… Kotki, poniewaz mieszkam z chlopakiem w shared house (6 osob w domu) sporo czasu spedzaja w ogrodku za domem i w przybudowce maja wydzielone swoje lokum… Ostatnio jednak zabieram te nasze 2 maluszki czesto na gore do naszego pokoju. Pech chcial, ze dzis akurat jak je wzielam to cos mnie napadlo, zeby odkurzyc w pokoju. Wzielam wiec odkurzacz i zdecydowalam, ze odkurzyc panele w pokoju zajmie mi przyslowiowe 5 min, wiec na ten czas „schowam” kotki do lazienki, bo wiem, ze boja sie odkurzacza w dodatku to sa male i nie chce ich straszyc tym halasliwym potworem… Szybko wiec umiescilam kotki w lazience i „skoczylam” do pokoju odkurzyc… Trwalo to doslownie 5 min., nie wiecej… Wylaczylam odkurzacz i od razu poszlam do lazienki po kotki… Wyobrazcie sobie jakie bylo moje zdziwienie kiedy zobaczylam, ze kotkow w lazience nie ma i jaki strach, kiedy zdalam sobie sprawe, po spojrzeniu na okno, ze wyskoczyly na dol, podejrzewam przestraszone halasem jaki wydaje cholerny odkurzacz! Zbieglam szybko na dol z najgorszym przeczuciem… I wyobrazcie sobie jaka byla moja ulga kiedy zobaczylam kociaki zywe! Nie wiem jak to sie stalo, bo od okna na dol jest jakies 3 gora 4 metry i w dodatku upadly na beton :(, chyba, ze na drobne kamyczki, niestety tego nie jestem w stanie powiedziec, bo upadku nie widzialam (moze to i lepiej bo serce by mi chyba peklo na ten widok) bylam tez sama wtedy w domu, wiec nie mam zadnego swiadka… Wzielam wystraszone kotki na gore i obserwuje juz ktoras godzine. Byly wystraszone na poczatku i chyba troche w lekkim szoku. Ja malo zawalu nie dostalam… Zaczelam je glaskac i przytulac i sprawdzac czy wszystko ok… Sa jeszcze takie male. Tak sie wystraszylam, ze myslalam, zesie zaplacze a teraz pluje sobie w brode i ciagle tylko mi w glowie tlucze sie mysl, jak moglam nie zamknac okna! To przeciez koty! Ale tak to jest jak cos sie chce zrobic szybko… Ogolnie chyba nic sie im nie stalo. W porze karmienia zachowywaly sie jak zawsze, nawet skakaly po biurku tak jak zazwyczaj to robia. Maniuś mial odrobinke krewki na dolnym dziasle, po odchyleniu wargi dalo sie zauwazyc, a Lusia chyba brodke stlukla bo ma czerwony slad :(. Czuje sie okropnie, mimo, ze wyglada na to, ze wszystko ok… Maniuś na poczatku mial az bialy nosek, chyba to ze strachu, tak mi sie wydaje… Teraz spia obok mnie moje puszyste kuleczki i sa bezpieczne… Od dzis bede 10x myslec nim zostawie kotki gdzies same… Czy aby na pewno sa bezpieczne… Czy ktos z Was mial podobna sytuacje? Jak zniosl to Wasz kot? Przezyl, obylo sie bez weta i bez przeswietlen, itp… ? Napiszcie, chetnie poczytam. Mam nadzieje, ze rano beda wypoczete i jesli sie ewentualnie potlukly, to szybko minie jakikolwiek dyskomfort…

    30 maja 2015 o 03:26 · Odpowiedz
  54. Teresa

    Przeżyłam taka tragedię, moja kotka nie. Do dziś zalewam się łzami na wspomnienie o tym nieszczęściu. Ja też uchylałam je tylko wtedy, kiedy byłam w domu i koty miałam na oku. Aż do wieczora, kiedy nagle ktoś mnie wywołał z domu, pobiegłam pomóc, nie było mnie dwie godziny. Moja koteczka pewnie cgciała pobiec za mną. Dwie godziny wiszenia w oknie wystarczyły, by ze sprawnej radosnej kotki zmieniła się we wraka z pociągającymi, bezwładnymi łapkami, z wylewającym się bez kontroli moczem, a jak się okazało podczas operacji, ze zdruzgotanym pęcherzem. Nie było dla niej ratunku. Miała tylko dwa lata. Nigdy, przenigdy nie uchylę już okna! Nienawidzę tych okien. Moim zdaniem nie ma bezpiecznego uchylania okien. Nie chcę nawet oglądać tych różnych zabezpieczeń.

    17 czerwca 2015 o 12:16 · Odpowiedz
  55. quest

    Ludzie, koty nie powinny mieszkać w bloku, tylko siedzieć na wsi i łapać myszy w stodole. Traktujecie te małe futrzaki, jakby były jakimiś małymi ludzimi. To jakas paranoja… jak mozna nazywać śmierć kota w oknie tragedią… Niedawem braknie skali do nazywania rzeczy po imieniu, bo zaklinuje się jakiś pimpuś w oknie i ktoś to nazwie niewyobrażalną tragedią ponad ludzką miarę. Opamiętajcie się, gdyby ludzie kotów nie traktowali jak ludzi i nie projektowali na nie swoich uczuć, to nie było by tylu „tragedii” wśród tych sierściuchów.
    A propos, zwierze nie umiera, tylko zdycha. Kiedys ten termin był zarezerwowany tylko dla ludzi.

    25 czerwca 2015 o 23:53 · Odpowiedz
  56. qwerty

    hehe no tak. Nie ma to jak trzymać kota w domu. Kotki to przecież takie czyste zwierzątka. Raz d..ę poliże, raz mordę pani. Zagrzebie g…o w kuwecie i chyc na stół. Ale to takie czyste zwierzątko przecież. Fiołki i miód :)

    26 czerwca 2015 o 23:29 · Odpowiedz
  57. właścicielka drobnej kotki

    Zamówiłabym tę kratkę:
    http://www.zooplus.pl/shop/koty/drzwi_siataki_preparaty/ochronne_kratki_kot/30843
    ale jest jeden problem – moja kotka jest drobnej budowy i myślę, że bez problemu przecisnęłaby się przez szparę pomiędzy górną, a boczną kratkę.

    26 lipca 2015 o 20:36 · Odpowiedz
  58. Dorota

    I my niestety padliśmy ofiarą tego syndromu, z tym że u nas sytuacja bardziej skomplikowana, bo kot jest wychodzący (mieszkamy w domu). Jest starszy, ma 10-11 lat, nie odchodzi nigdzie daleko od domu. Na wszystkich oknach uchylnych mamy siatki przeciw owadom, zresztą na noc zostało tylko jedno okno uchylone (na ganku), gdzie z zewnątrz nie ma parapetu.

    Rano mąż wychodzi do pracy, a tu kot wczołguje się do domu z przeraźliwym miaukiem..
    Nie wiemy, gdzie zawisł ani ile tam wisiał (nie było go na noc w domu) :( Podejrzewamy albo stodołę przy domu, bo tam po drabinie wchodzi na siano i tam sypia, albo ogrodzenie.
    Szybka decyzja o weterynarzu – brak czucia głębokiego, brak czucia bólu, zimne kończyny tylne.. Kotek został w lecznicy, podłączyli mu kroplówki od razu. Na rtg brak złamań, na USG brak skrzepów, więc mamy nadzieję, że całość się skoczy w miarę dobrze..

    29 września 2015 o 20:19 · Odpowiedz
    1. Dorota

      Mały update, bo aż mi się micha cieszy, że mogę to napisać!

      kotek mimo baaardzo poważnego stanu, po 3 dobach w klinice, dzisiaj jest w domu :)
      Chodzi (trochę niepewnie, ale jednak), pije wodę, siusia. Jeszcze nie jadł, jest mocno ‚dziwny’, ale jak na jego stan to nawet pani doktor była w szoku :)

      1 października 2015 o 22:23 ·
  59. jagoda

    Przed adoptowaniem (z ulicy) kota założyłam siatkę na balkon. Balkon duży 7m2, a kosztowało mnie to nie całe 200 zł i mam poczucie, że kot jest bezpieczny. Uchylonych okien bez nadzoru nie zostawiam.

    1 listopada 2015 o 14:46 · Odpowiedz
  60. Michał

    po adoptowaniu kota pierwsze co mi zaświtało w głowie to możliwość utknięcia kota w oknie wiele się nie zastanawiając zainstalowałem kotu drzwiczki w odpowiednio powiększonym otworze wentylacyjnym prowadzącym na balkon, teraz mimo uchylonych okien mój kot nawet nie próbuje wybierać trudniejszej drogi na wolność zawsze wychodzi wygodnym otworem w ścianie

    15 stycznia 2016 o 18:11 · Odpowiedz
  61. Mój kot zrobił dokładnie to samo. Więc jak zostaje sam w domu, to wszystkie okna pozamykane muszą być.

    29 marca 2016 o 18:03 · Odpowiedz
  62. Radek

    W niedzielę 3 kwietnia w strasznych męczarniach odeszła w uchylonym oknie balkonowym moja najukochańsza iskierka – 9-miesięczna kotka Zuza… Planowałem właśnie zakup siatek i ich montaż na balkonie i w pokoju, by zapobiec jej wypadnięciu (była drobna, ale bardzo energiczna, więc wiedziałem, że muszę to zrobić), ale przyznam, że o groźbie zakleszczenia się kota w uchylonym oknie do tej pory nie słyszałem, chociaż uważałem się za starego kociarza, bo moja pierwsza kotka przeżyła 20 lat, ale zawsze była bardzo ostrożna i z jakichś powodów strasznie bała się przestrzeni, co jak sądzę uśpiło moją czujność… Zrobiło się ciepło i uległem namowom przyjaciół, by spędzić ten dzień na zewnątrz… W ostatniej chwili przed wyjściem postanowiłem nieco przewietrzyć pokój i uchyliłem to cholerne okno… Gdy wróciłem po kilku godzinach odnalazłem Zuzkę martwą ze strasznym wyrazem pyszczka świadczącym o niewyobrażalnych cierpieniach. Teraz mierzę się z poczuciem winy zarzucając sobie, że mogłem tę sytuację przewidzieć albo nie uchylać tego okna albo odmówić tego niedzielnego wyjścia, bo miałem sporo rzeczy w domu do zrobienia. Niemniej stało się tak jak stało a ja już do końca życia będę sobie wyrzucać, że przyczyniłem się do cierpień mojej najukochańszej iskierki.

    7 kwietnia 2016 o 18:10 · Odpowiedz
  63. angela

    Dziś będąc w pracy…dostałam tel ze mój kot udusić się ..bo miałam uchylne okno.Dopiero teraz weszłam na tego bloga…parę godz za pozno:( mam jeszcze 2 koty juz starsze…ten miał 9 miesięcy. ..jest mi pusto..brak mi go…:(

    29 kwietnia 2016 o 21:23 · Odpowiedz
    1. Mateuszek

      Wspolczuje ;-( cos o tym wiem [*]

      11 lipca 2016 o 03:46 ·
  64. Kaja

    Bardzo polecam tę stronę: http://www.kocia-stronka.republika.pl/siatki.html o zabezpieczaniu okien oraz pomoc ludzi, którzy się tym zajmują – dzięki nim moje koty od lat bezpiecznie leżakują przy otwartym oknie na słoneczku i są zachwycone! A ja – spokojna i z czystym sumieniem.

    9 czerwca 2016 o 01:46 · Odpowiedz
  65. Mateuszek

    Witam , niedawno jakies 3 dni temu zmarla mi kota , Fruzia, miala 3 miesiace :-( Sliczna, slodka i pelna energii … zginela lecz nie przy kontakcie z betonem …. tylko szpara pomiedzy uchylonym oknem :-( zawiesila sie szyja i udusila ;-( moja ukochana kotka … pomimo ze jestem mezczyzna to i tak lzy lecialy ;-(

    11 lipca 2016 o 03:45 · Odpowiedz
  66. Tomek

    polecam, naprawdę sprawdza się świetnie, niedrogie i proste w montażu, a najważniejsze koty bezpieczne!!!
    mamy w każdym oknie w domu :) http://allegro.pl/ogranicznik-przytrzymywacz-blokada-okna-kolory-pl-i6149498053.html

    12 lipca 2016 o 14:08 · Odpowiedz
    1. Asia

      W mieszkaniu, do którego jakiś czas temu się wprowadziłam są stare drewniane okna wyposażone właśnie w takie ograniczniki. Myślałam, że obecnie już nie można takich dostać. Dzięki za link!
      A ograniczniki polecam. W sezonie wiosenno-letnim okna są uchylone praktycznie cały czas, ale szpara jest na tyle mała, że nie ma opcji, aby kot się w niej zaklinował.

      12 lipca 2016 o 17:32 ·
    2. Październikowa

      Mogę prosić zdjęcie w którym miejscu okna powinno być to zamontowane?

      4 marca 2017 o 16:34 ·
  67. Rudy Kot

    Tatuś O jest kochany brawoo

    12 lipca 2016 o 18:35 · Odpowiedz
  68. Bozena

    Moje kociaki sa nie wychodzace ale balkon mam osiatkowany to siedza na balkonie .Pewnego dnia okno w kuchni bylo uchylone mlodsza kicia wdrapala sie i znalazla sie na parapecie z drugiej strony maz uslyszal miauczenie i polecial do kuchni otworzyl okno i wzial ja . Na szczescie nic sie nie stalo mlodej bo bysmy nie przezyli ale teraz okno w kuchni jest zamkniete . Uchylone sa okna jak my jestesmy w domu i balkon to siedza non stop na balkonie .

    12 lipca 2016 o 19:05 · Odpowiedz
  69. Usagi

    Ponieważ często się przeprowadzam, a ze mną wędruje Ava, więc zabezpieczanie balkonów i okien mam już opanowane do perfekcji. Na zooplusie jest fajny zestaw z kijkami rozporowymi do balkonu, siatkę można kupić za grosze na Allegro, ostatnio też pojawiły się fajne, przezroczyste haczyki do lepienia do góry balkonu – nie trzeba wiercić i naruszać elewacji – ładnie wyglądają. Osobiście najbardziej lubię sieć rybacką z Korszy, ale teraz dostałam wraz z haczykami w komplecie nieco inną i też wygląda estetycznie.
    Przywykłam, znajomi śmieją się, że łatwo mnie znaleźć, wystarczy patrzeć, gdzie siatka.
    W zamian mogę mieć okna otwarte na przelot i dzielić widoki z Avą :)

    12 lipca 2016 o 20:36 · Odpowiedz
  70. Usagi

    Przepraszam, nie sądziłam, że to zdjęcie będzie takie duże. Proszę, usuńcie je lub przeskalujcie jakoś :)

    12 lipca 2016 o 20:37 · Odpowiedz
  71. Anna

    Moja Kicia ma rok, znalazłam ją pod blokiem jako 4-tygodniowe piszczące niemowlę. Przez ten czas sporo się nauczyliśmy i nasza wiedza wciąż ewoluuje dostosowując się do wieku i zachowań Kici. Nie mamy balkonu, okna otwieramy tylko te, w których są moskitiery i raczej nie uchylnie, żeby nie kusić losu. Przed wyjściem z domu zawsze sprawdzamy czy wszystkie okna są zamknięte, co najwyżej rozszczelnione. Zauważyliśmy jednak, że zwykła moskitiera z żyłki nie oparła się kocim pazurkom i pojawiły się dziurki i małe rozcięcia, trzeba będzie pomyśleć o czymś bardziej trwałym. Dziękuję wszystkim za propozycje zabezpieczeń okien, niektóre są narawdę warte rozważenia. Kicia jest cudownym, kochanym członkiem rodziny i nie wyobrażam sobie żeby miało jej się stać coś złego. Nie liczę na szczęście, na „może nic się nie stanie”, po prostu dbam o bezpieczeństwo i pilnuję żeby Kicia nie miała okazji, żeby zrobić sobie krzywdę. Pamiętajmy, że koty kierują się instynktem, który jest silniejszy niż sobie wyobrażamy. Lepiej zapobiegać niż wyrzucać sobie śmierć ukochanego członka rodziny.

    13 lipca 2016 o 12:58 · Odpowiedz
  72. Sabat

    U mnie sprawdza się idealnie to.
    http://www.zooplus.pl/shop/koty/drzwi_siataki_preparaty/ochronne_kratki_kot/30843
    Mieszkam na parterze i balkon tez dodatkowo osiatkowany.

    13 lipca 2016 o 14:54 · Odpowiedz
  73. Anna Maria

    Hejka, dzięki za ten wpis, trafiłam na niego przypadkiem na fb. Od tygodnia mam u siebie małą kotkę i przyznam, że mimo, że rozmawiałam z wieloma kociarami, nie padł tak konkretny przykład zagrożenia uchylnym oknem. Wielkie dzięki, bo nie potrafię sobie nawet wyobrazić, co by było, gdyby moja Laura się zaklinowała. Z przyjemnością będę śledziła ten blog. Pozdrawiamy Ania i Laura :-)

    14 lipca 2016 o 18:12 · Odpowiedz
    1. Magda, rudomi.pl

      Bardzo się cieszę, że się przydaliśmy! Pozdrawiamy ciepło :)

      24 sierpnia 2016 o 23:08 ·
  74. Iwa

    Najszybszym sposobem na zabezpieczenie, choć może niezbyt efektownym jest wkładanie w każde uchylone okno pomiędzy framugę i ramę okna małego, złożonego ręcznika lub innej niezbyt małej „ściereczki”. Blokuje ona dostęp do najbardziej niebezpiecznego miejsca – tam gdzie szpara jest najwęższa i najbardziej niebezpieczna. Łapka na pewno się nie wetnie, bo szpara nad ręcznikiem/ściereczką kończy się dość szeroko.

    15 lipca 2016 o 17:54 · Odpowiedz
  75. Teresa

    Nigdy nie zostawiamy uchylonych okien jak koty zostają same. Trudno – najwyżej będzie duszno, najwyżej niezbyt pachnąco ale koty będą całe. Jak wracamy to mogą siedzieć w zabezpieczonych siatka oknach otwartych szeroko i to wystarcza i nam i kotom

    19 lipca 2016 o 20:32 · Odpowiedz
  76. Kasia

    Piszę o tragedii naszego cudownego kociaka, bo nie wiedzielismy o tym zagrożeniu a teraz jak czytam to dostaje gęsiej skorki i wsciekam się, ze wczesniej nic nie wiedzialam o tym syndromie uchylnego okna. nasz kotek miał troche ponad rok, wzięlismy go ze schroniska, mial 105 szans na przezycie, bo nie wiedzielismy ze ma koci tyfus- panleukopenię, ale kroplówki , zastrzyki i przezył. rozwijał się cudownie. Kochany , zero agresji, przymilny . Zamontowalismy profesjonalna siatke na balkon, miał super wybieg, i raz, tylko raz nie sprawdzilismy wychodząc z domu ze on zostal na balkonie a zostawilismy uchył. Nie bylo nas 7 godzin, kot nie powitał nas jak zawsze w drzwiach, wisiał z głową w uchyle sztywny, wszędzie krew i pazurki, to stalo się 2 tyg temu. Nie umiemy się pozbierać. Syn do dzis płacze co chwila . Od smierci do roku u nas zabrakło 29 dni.

    14 sierpnia 2016 o 11:13 · Odpowiedz
    1. Kasia

      pomyłka mial 10% szans na przeżycie

      14 sierpnia 2016 o 11:15 ·
  77. Olga

    Mam znajomą która w czasie studiów mieszkała na parterze. (Z góry mówię, że dziewczyna żadnego zwierzaka nie posiadała.) Jako że miała kraty w oknach pozawalała sobie zostawiać okna uchylone nawet gdy na dłużej wychodziła z domu. Kiedyś wyjechała na miesiąc do rodziców, zostawiając właśnie uchylone okno. Gdy wróciła i weszła do mieszkania uderzył ją smród. Jakiś obcy kot wszedł przez kraty i próbował dostać się do mieszkania, ale widać mu się nie udało i umarł tam. Nie wiadomo ile tam był, no ale musiało to być kilka dni przynajmniej. Niezrozumiałe jest dla mnie to że nikt nie zwrócił na to uwagi.

    14 sierpnia 2016 o 23:14 · Odpowiedz
  78. […] * * * Koty a uchylne okna. Tekst ku przestrodze […]

    28 sierpnia 2016 o 16:27 · Odpowiedz
  79. G_ral

    Swoje okna okna zabezpieczyłem konstrukcją z drewnianych listewek i bardzo drobnej metalowej siatki. Bardzo baliśmy się z narzeczoną o naszą kotkę dlatego nie było mowy o otwieraniu okien gdy nie byliśmy w tym samym pokoju co kotka.
    Do zbudowania zabezpieczenia użyłem:
    – drewniane listewki (do kupienia w każdym markecie budowlanym)
    – metalowa siatka/moskitiera (zamówiona przez internet)
    – taśma montażona dwustronna
    – zszywki tapicerskie
    – taśma izolacyjna dla zabezpieczenia ostrego końca siatki

    Całość kosztowała około 200 zł, zabezpieczone zostało 5 okien.
    Warto poświęcić swój czas i odrobinę pieniędzy Moi Drodzy.

    Dzięki temu my możemy być spokojni, a nasza Thyria bezpieczna.

    31 sierpnia 2016 o 15:58 · Odpowiedz
  80. Również nie zostawiam uchylonych okien, gdy zostawiam kota samego. Ewentualnie gdy jestem w domu to własnie ręcznik lub zwinięty pled, żeby czasem się nie przecisnął ;)

    10 stycznia 2017 o 10:00 · Odpowiedz
  81. Październikowa

    Gdzie kupić taką zakładaną/zdejmowaną kratkę?

    4 marca 2017 o 16:08 · Odpowiedz
  82. Anka

    Ja zabezpieczyłam tak. Mało estetycznie, ale skutecznie. W Castoramie za niecałe 7 zł. Można jeszcze tak jak w zooplusie. http://m.zooplus.pl/shop/koty/drzwi_siataki_preparaty/ochronne_kratki_kot/30843

    4 marca 2017 o 17:55 · Odpowiedz
  83. Lidd

    Niestety mnie spotkała wczoraj tragedia, która będzie mnie prześladować przez lata… Mój ukochany ponad roczny kocur odszedł… Zawsze miałam koty wychodzące, jednak po przeprowadzce do miasta, zdecydowałam się na kota niewychodzącego. Kotek był zadbany i ze względu na miejsce zamieszkania poza Polską, zaczipowany, z paszportem i kompletem szczepień. Wyszłam do pracy… Dorabiam sobie na hali sportowej po godzinie dziennie od 22 do 23. Upalny dzień, cały dzień kocurro wygrzewał się na balkonie (osiatkowany, bo mieszkamy na 4 piętrze), jak wychodzę biorę go do domu, albo zamykam WSZYSTKIE okna, pech chciał, że przypaliłam garnek i powiedziałam sobie : „Nigdy do okien się nie pchał, a smród niesamowity, niech się wietrzy”, zostawiłam uchylone. Wracam po godzinie do domu, a w szczelinie okna moje ukochane futro, wisi, bez tchu…. Mąż w pracy, a ja zaczęłam krzyczeć, płakać, wyciągnęłam go z tego okna, był zaklinowany jakby ktoś mu głowę na siłę wciskał, zadzwoniłam do mamy, która jest po zootechnice, jak go można reanimować. Mama zadała kilka pytań, powiedziała, że jak mam siły to próbuj…. Niestety. Kot dosłownie skręcił sobie kark, a tak powiedziała weterynarz, która zabrała ciałko do kremacji. Widok i poczucie winy będą mnie nawiedzać do końca życia. Nawet nie chce już kota, żeby mu krzywdy nie zrobić :(

    23 maja 2017 o 20:23 · Odpowiedz
    1. Paweł

      Nie obwiniaj się, ja wczoraj straciłem kocicę, kochane zwierze, ponieważ mieszkam w domku wszystkie koty są wychodzące, okien nie otwieram uchylnie i co z tego, poszła do sąsiadów, zostawili okno w budynku gospodarczym uchylone, ukręciła kręgosłup w połowie. W domu rozpacz.

      5 czerwca 2017 o 14:16 ·
  84. Ankerka

    Trafiłam na ten wpis zapewne jak większość z Was… już po fakcie, bez możliwości cofnięcia czasu :( to nie był mój kot, zszokowana sąsiadka zawołała mnie na pomoc. Jej kot wisiał w uuchylonym oknie. Głową utkwił w szparze. Sąsiadki nie było pół godziny. Wokół mocz, krew na oknie i zadrapania. Widocznie walczył przez jakiś czas. Szybko wyjęlam go i próbowałam ratować. Ale nie bylo juz funkcji życiowych, bylo za pozno. Widok kota wiszącego w oknie pozostanie mi dlugo w pamięci :(

    8 czerwca 2017 o 23:11 · Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*