Na pewno dzielicie się na osoby, które podróżują z kotami i takie (większość z Was), które podobnie jak ja, tuż przed wyjazdem przygotowują się psychicznie i fizycznie do rozłąki, i pozostawienia kotów pod jak najlepszą możliwą (bo nie własną) opieką.

Nasze wyjazdy przeważnie są albo krótkie (przedłużony weekend), albo dłuższe (1-3 tygodnie). Dotychczas Rude zostawały pod opieką Mojej Rodzicielki i również bardzo bliskich mi T., K. i M. Zawsze obawiałam się, że zabieranie ich ze sobą na weekend to zbyt duży i zupełnie zbędny dla kotów stres. Ledwie opuszczą swój azyl, znajdą się w nowym miejscu, gdy zaraz będą je zostawiać za sobą. Dłuższe wyjazdy to dla nas często podróże zagraniczne, z przelotem samolotem. Choć podróżowanie z kotem w kabinie pasażerskiej jest już możliwe, to nadal wydaja mi się to bardzo odważnym krokiem. Wyobrażacie sobie te godziny spędzone łącznie na lotniskach i w samolocie?

Jednak w międzyczasie na pewno stałam się bardziej elastyczna odnośnie niedalekich i krótkich podróży. Kiedy Accor Hotels zaproponowało nam współpracę, której celem było odczarowanie mitu o tym, że zwierzęta nie są mile widziane w hotelach, zapraszając nas do jednego ze swoich obiektów, pojawiła się pierwsza myśl: Dlaczego nie przyzwyczajałam Rudych do takich wojaży od małego? Będę tego już zawsze żałować. Mielibyśmy tyle uciechy podróżując razem! Chwilę potem zadzwoniłam do O. Powiedziałam mu o propozycji, zakładając, że do współpracy nie dojdzie, on jak gdyby nigdy nic, powiedział: Spokojnie, dopytaj o szczegóły, może oboje mamy złe wyobrażenie o pobycie w hotelu z kotami, może w ogóle demonizujemy takie wspólne podróże, obawiając się najgorszego. Jeśli teraz nie spróbujemy, to kiedy?

Stoczyłam jeszcze wewnętrzną walkę sama ze sobą, rozważając wszelkie za i przeciw. Przeciw to przede wszystkim wspomniany powyżej stres kotów. Co było zatem za? To, że zawsze o takich wspólnych podróżach marzyłam. Nie zabieraliśmy ze sobą Rudych na weekendy do innych miast, siedziałyby tylko zamknięte w pokoju. Nie zabraliśmy ich nigdy na Teneryfę, bo jechaliśmy (lecieliśmy!) do domu z innym kotem. Nie mamy do dyspozycji domu letniskowego z ogrodem, bo na pewno spróbowalibyśmy je oswoić z takim miejscem. Teraz mogłam wybrać dowolny hotel należący do sieci Accor Hotels (Novotel lub Mercure) i kiedy pominęłam hotele położone w miastach lub daleko od nas, moją uwagę przykuł hotel w Mrągowie.

Mrągowo!

To tam jeździłam jako dziecko, dokładnie do tego hotelu! Szybko wróciły wspomnienia i wiecie co? Już wtedy można było tam przyjeżdżać ze zwierzętami! A było to… wiele, wiele lat temu. Pamiętam, jak przyjechałam tam z siostrami i rodzicami, a także naszą suczką Szelmą i kotem Bamboszem (jeśli nie poznaliście Bambosza, kliknijcie tutaj). Pamiętam dobrze nasz przyjazd, rodzice nie byli pewni, czy zwierzęta są tam mile widziane, jednak psa rasy seter szkocki (gordon) trudno „przemycić”. Dlatego najpierw „przemyciliśmy” do hotelu Bambosza… ;) Potem okazało się, że nie będzie problemu ze zwierzakami i Szelma weszła do hotelu już jak na gościa przystało, na własnych łapach, frontowymi drzwiami. Z Bamboszem do końca pobytu nie ujawniliśmy się (chociaż zastanawiam się, czy jest to w ogóle możliwe, że nie został zauważony, chociażby przez obsługę hotelową) ;).

Tak czy inaczej, decyzja została podjęta: JEDZIEMY.

Zaczęliśmy od przygotowań do wyjazdu. Szczepienie, bo już czas. Nowe, stabilne transporterki. Rozważaliśmy środki przeciwko owadom (kleszczom i pchłom), kupiliśmy je, ale ostatecznie nie zaaplikowaliśmy Rudym. Nie znaczy to, że jestem temu przeciwna, po prostu miałam mętlik w głowie, słysząc podzielone zdania. Wiedziałam, że nie pójdziemy z Rudymi na spacer do lasu, a będą jedynie wychodzić na trawę przed hotelowy pokój. Będę je potem dokładnie oglądać. Taką podjęliśmy decyzję.

Piątek

Kiedy byliśmy przygotowani, wyruszyliśmy w drogę. Rude w transporterkach, przypięte pasami. O. specjalnie wybrał takie transportery, które mają tę funkcję. Wiadomo, odpowiedzialny tata. Ja podczas podróży zadbałam przede wszystkim o samopoczucie Rudych. O ile można tak powiedzieć o zagadywaniu ich i głaskaniu.

W drodze do Mrągowa! Rude dzielne, a my spóźnieni | On the go! #proudmom #dumnamatka #nodobra #macocha #mrągowo #mazury #accor4pets

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Rysiek & Marchewka (@rudomi)

Próbowaliśmy im podawać wodę i jedzenie, ale zupełnie nie były tym zainteresowane. Podejrzewam, że były tak przejęte podróżą, że zapomniały o głodzie i pragnieniu. Podróż na szczęście nie była długa. Oczywiście dłuższa, niż gdybyśmy jechali sami. Już wiem, czym musi być podróżowanie z dziećmi. Wolniej. Z przystankami. Jednak w ciągu około 4 godzin byliśmy na miejscu.

Rysiek i Marchewka w hotelu Mercure Mrągowo Resort & SPA
Dojechaliśmy!

W hotelu szybko zameldowaliśmy się i zabraliśmy Rude do pokoju. Oboje opuścili transporterki na przykurczonych łapkach. Rysio od razu schował się pod łóżkiem (mężczyzna). Marchewka natomiast zabrała się za zwiedzanie (kobieta). Na miejscu czekały na nie także miseczki i posiłek, na wypadek, gdybyśmy zapomnieli zabrać je ze sobą z domu.

20150529-174603_9156_web
20150529-175407_3809_web
Prysznic: checked.
20150529-175544_9159_web
Czy na pewno dobrze wyglądam po podróży?
20150529-180935_3843_web
Widok przez okno: checked.
20150529-180920_3840_web
Miejsce do spania: checked
20150529-180950_3849_web 20150529-181005_3850_web 20150529-181012_3852_web 20150529-181023_3855_web

Chwilę później, po pierwszych oględzinach pokoju, Marchewka wykonywała już dzikie ruchy, ocierając się o wykładzinę i kanapę. Czyżby pokój przed naszym przyjazdem został wysypany kocimiętką?

Czyżby nasz pokój został wysypany kocimiętką przed naszym przyjazdem? #catnip #accor4pets Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Rysiek & Marchewka (@rudomi)

Znaleźliśmy także sposób na Rysia. W końcu nie chcieliśmy, żeby cały weekend spędził pod łóżkiem, będąc w hotelu na Mazurach. Wiedzieliśmy, że są zmysły silniejsze niż poczucie strachu. Sięgnęliśmy po…

20150529-180132_3831_web
Rysio długo się nie zastanawiał.
20150529-181618_9188_web
Po posiłku (sprawa priorytetowa!) całkiem odważnie zwiedzał pokój.
20150529-182139_9220_web 20150529-182033_9208_web 20150529-181232_9176_web

Jeszcze tego samego dnia postanowiliśmy pokazać im świat zewnętrzny. W takim stopniu, w jakim same będą tego chciały. Drzwi na zewnątrz zostały otwarte.

20150529-181728_3882_web
I trawnik przed budynkiem zaczął wzywać…
20150529-181810_9195_web
Rysiek, idziesz? Ja chyba idę.
20150529-181820_9199_web
20150529-181831_9201_web
Chwile wahania…
20150529-181859_3889_web
Pierwsza!
20150529-181901_3890_web
20150529-181908_3891_web
Rysio wahał się i wahał…
20150529-183555_3904_web
Marchewka od razu zatoczyła szerokie kręgi.

Chwilę później uznaliśmy, że Marchewka jest bardziej pewna i ciekawa otoczenia. Dlatego jeszcze tego samego dnia spacerowała z nami po hotelowym tarasie, lobby i okolicy.
20150529-194123_3916_web

20150529-194231_3927_web 20150529-194530_3949_web
20150529-194342_3938_web
Czasami potrzebowała chwili tylko dla siebie.
20150529-195006_3966_web
W ogóle nie bała się obcych ludzi, co widać po jej posturze ciała i ogonie. Szybko zawarła pierwsze znajomości.
20150529-195204_3979_web
Hotelowa gwiazda
20150529-195020_3970_web 20150529-195417_3989_web
20150529-195533_4001_web
Skorzystała także z okazji, że w hotelu gościli motocykliści.
20150529-195548_4005_web 20150529-195802_4023_web
20150529-195904_4030_web
Można i tak, jeśli tylko jaśnie pani wygodniej.
20150529-195844_4027_web 20150529-200025_4049_web 20150529-200231_4060_web
20150529-200334_4069_web
Takie kwiatki!

Wieczorem każdy zjadł swoją kolację – my w hotelowej restauracji, Rude w pokoju, a noc spędziliśmy wszyscy razem. Na pewno potraficie wyobrazić sobie moją radość z powodu wspólnej, rodzinnej nocy, prawda? Kiedy obudziliśmy się, Rysio spał obok mojej głowy, zajmując 3/4 mojej poduszki, a Marchewka w otwartym transporterku.

Sobota

Soboty nie mogliśmy rozpocząć inaczej, niż na trawie. Koty dość szybko dały nam do zrozumienia, że chcą wyjść na zewnątrz i wcale nie chciały wracać do środka, kiedy my chcieliśmy wyjść na śniadanie.

20150530-104000_4081_web
Rysio w końcu odważył się i przekroczył próg pokoju.
20150530-104033_4083_web
I całkiem szybko się rozkręcał!
20150530-104426_9248_web
Chociaż wracał do pokoju, by nabrać tam więcej odwagi ;)
20150530-122349_4103_web
A kiedy chciał mieć święty spokój, chował się pod łóżko. „W całości” ;)
20150530-104121_4085_web 20150530-104208_4093_web 20150530-104511_9255_web

Po śniadaniu znowu postanowiliśmy dostarczyć atrakcji Marchewce. Uznaliśmy, że wystająca spod łóżka dupka Ryśka, to dość wyraźny przekaz dla nas. Wszystko fajnie, byle z umiarem. Wydawało nam się, że Marchewka z kolei jest nienasycona tym, co tuż za szklanymi drzwiami, dlatego wybraliśmy się wspólnie na spacer po hotelu i okolicy.

20150530-122454_4106_web 20150530-122537_4115_web 20150530-122600_4118_web 20150530-122850_4130_web
20150530-122957_4139_web
Postanowiliśmy także zapoznać Marchewkę z przyhotelowymi sarenkami. Pamiętam je z dzieciństwa, wciąż tam są!
20150530-123046_4146_web 20150530-123715_4185_web 20150530-124103_4193_web 20150530-131558_4221_web 20150530-131600_4223_web 20150530-131602_4224_web 20150530-131742_4233_web

Po tak intensywnie rozpoczętym dniu, Marchewce należał się odpoczynek. Oddała się kanapie i uzależniającej woni hotelowej wykładziny. W jej ślady poszedł także Rysiek, mimo że niespecjalnie miał powody, by regenerować swoje siły ;)

20150530-134814_4236_web 20150530-141220_4243_web 20150530-141229_4244_web 20150530-141345_4255_web 20150530-142029_9273_web 20150530-142952_9283_web

Potem spędziliśmy czas sami, dając Rudym odetchnąć. Między innymi od nas i naszej mojej nadopiekuńczości zachłanności. Mieliśmy dużo szczęścia, przez cały czas dopisywała nam świetna pogoda, a Mazury są takim miejscem, w którym nie można się nudzić. Wystarczy cieszyć oczy błękitną taflą jeziora, wpatrywać się w soczystą zieleń lasu, od mchu, po czubki sosen i wsłuchiwać się w śpiew ptaków.

Po powrocie uznaliśmy, że teraz czas na Ryśka. Chłopak też powinien zobaczyć coś więcej niż pokój i kawałek trawnika przed nim. Wybraliśmy się wspólnie na obchód.

20150530-150456_4268_web 20150530-150518_4270_web 20150530-150628_4283_web 20150530-150917_4314_web 20150530-150928_4317_web 20150530-150930_4318_web 20150530-150941_4322_web 20150530-150945_4323_web 20150530-151019_4328_web 20150530-151152_4341_web Rysiek był na pewno bardziej przejęty niż Marchewka, ale jestem przekonana, że także zaciekawiony. Zauważyłam, że oboje najlepiej czuli się, kiedy nie byli niczym skrępowani – ani szelkami, ani przeze mnie trzymającą ich na rękach. Najchętniej wszędzie przemieszczaliby się swobodnie sami. Oczywiście nie zawsze mogliśmy im na to pozwolić.

Następnie postanowiliśmy pokazać choć raz, choćby tylko Marchewce to, co na Mazurach najpiękniejsze. Jedno z jezior, to przy którym mieszkaliśmy czyli Jezioro Czos. Jest ono położone tuż przy hotelu, widać je z tarasu, a spacer nad samo jezioro zajmuje nie więcej niż 5 minut. Oprócz „uwięzi” zabrałam ze sobą swoją torebkę. Nie chciałam pakować Marchewki w transporterek, nie mieliśmy przy sobie tego, który jest w formie plecaka (następnym razem zabiorę!). Torebka okazała się bardzo przydatna :)

20150530-151808_4346_web 20150530-151957_4353_web
20150530-152023_4357_web
Przyhotelowy rezydent. Bardzo przykuł uwagę Marchewki.
20150530-152030_4358_web 20150530-152221_4364_web 20150530-152425_4373_web 20150530-152449_4381_web 20150530-152600_9322_web 20150530-152616_9324_web 20150530-153102_9355_web 20150530-153139_4389_web 20150530-153308_4412_web 20150530-153507_9374_web 20150530-153534_9378_web

20150530-154325_4427_web 20150530-154440_4430_web 20150530-154547_4434_web Marchewka nie była zachwycona tym spacerem, bo nad jeziorem było bardzo wietrznie, przez co woda była wzburzona, a żagle z hałasem falowały na masztach łodzi. To był nasz pierwszy i jedyny taki spacer podczas całego pobytu.

Po tak wytężonym dniu, przyszedł czas na odpoczynek. Wspólny, ma się rozumieć! Tylko fotograf nie mógł dołączyć ;)

20150530-193729_4451_web 20150530-201146_4452_web 20150530-201157_4454_web Po krótkiej drzemce, mogliśmy udać się z O. na kolację. Nie taką zwyczajną kolację, bo urodzinową. I choć O. zawsze powtarza, że on urodzin nie obchodzi i nie chce całej tej otoczki, to ja nigdy nie uwierzę w to, że ktoś nie lubi dostawać życzeń. Albo tortu niespodzianki, ze świeczką na środku. Może niekoniecznie taką, jaka była na torcie O. czyli w postaci weselnej petardy ;) Myślę, że nie konsultując z nim tego wpisu, mogę tylko podpowiedzieć: tak, O. na pewno ucieszy się ze spóźnionych życzeń od Was :)

Niedziela

Niedzielny poranek wyglądał podobnie do sobotniego. Rude chciały dalej zwiedzać, więc od razu wypuściliśmy je na zewnątrz. Na Facebooku i Instagramie padły pytania o brak szelek i smyczy. Otóż nie było takiej potrzeby, mieliśmy ograniczony teren do dyspozycji, a Rude nie wykonywały żadnych gwałtownych ruchów. Zwykle napawały się zapachem roślin, obgryzały trawę lub wylegiwały się w słońcu. Jeśli oddalaliśmy się bardziej albo z jakiegoś powodu okolica mogła być niebezpieczna, wówczas Rude miały na sobie szelki i były ograniczone zasięgiem smyczy. I bardzo były z tego powodu niezadowolone ;) Wszystko zależy od temperamentu kota, jego charakteru, dlatego każdy sam powinien podjąć decyzję, na co i kiedy może pozwolić swojemu kotu.

20150531-102445_9398_web 20150531-102541_9402_web 20150531-103044_9439_web 20150531-103039_9437_web 20150531-102943_9428_web 20150531-103048_9440_web 20150531-103124_9449_web
20150531-102704_9410_web
Kawałek trawy, koc, słońce i kot. Czego trzeba więcej?
20150531-103203_9459_web 20150531-103227_9467_web
20150531-103511_9485_web
Żaden owad, ani tym bardziej ptak, nie ucierpiał podczas naszego pobytu ;)
20150531-121644_4466_web 20150531-121207_4459_web 20150531-104711_9498_web 20150531-103255_9471_web
20150531-103011_9433_web
Koniec zabawy, wracamy do domu!

Na naszym Instagramie (dołączcie jeśli chcecie być na bieżąco i oglądać dostępne tylko tam filmy i zdjęcia) znalazł się też krótki film z Rudymi.

Po śniadaniu zdecydowaliśmy się z O. na basen, jacuzzi (zewnętrzne! :D) i saunę. Bez Rudych ;) Podejrzewam, że może nawet zostalibyśmy tam wpuszczeni z kotami, bo były z nami: w hotelowym holu i lobby, na hotelowym tarasie, w barze, i wszędzie na terenie przylegającym do hotelu. Myślę, że basen czy siłownia także stałyby dla Rudych otworem, gdybyśmy chcieli dostarczyć im tego typu atrakcji :)

Tego im oszczędziliśmy, ale przed wyjazdem bardzo chcieliśmy sfotografować je w uroczym hotelowym lobby, częściowo oszklonym, z charakterystycznymi (będącymi tam od wielu lat!) sarenkami w tle. Myślę, że Rude czuły się tam jak prawowici goście.

20150531-135422_4485_web 20150531-135424_9526_web 20150531-135504_9527_web 20150531-140152_4499_web 20150531-140157_9557_web 20150531-140412_4509_web 20150531-140539_9574_web

To były nasze ostatnie chwile w hotelu. Pierwszy i mam nadzieję nie ostatni taki wyjazd z Ryśkiem i Marchewką. Dlaczego? Odniosłam wrażenie, że stres który towarzyszył tej podróży został przyćmiony przez radość z eksplorowania, poznawania nowych zapachów i wszystkich innych dobrodziejstw mazurskiej przyrody.

Rysiek i Marchewka w hotelowym pokoju czuły się swobodnie. Marchewka już pierwszego dnia, zaraz po opuszczeniu transporterka, a Rysiek chwilę później. Kiedy spędzaliśmy czas razem z nimi w pokoju, były wyjątkowo towarzyskie. Rysiek cały czas podążał za stopami O. (to także jego ulubiona dyscyplina w domu), ocierał się o nasze nogi. Rude sprawiały wrażenie zrelaksowanych i myślę, że w dużym stopniu dlatego, że my byliśmy tuż obok. Dużą część tego wyjazdu spędziliśmy po prostu z nimi. I powoli przestaję sobie wyobrażać podobny wyjazd bez Rudych… :) Czas pokaże, jaką decyzję podejmiemy przed kolejnym takim wyjazdem, ale coś mi mówi, że oboje z O. (mimo że O. trochę cierpiał w jednym pokoju z kotami, jego alergią i astmą), bardzo chcielibyśmy to powtórzyć.

Atmosfera tego konkretnego miejsca czyli hotelu Mercure Mrągowo Resort & SPA, także była sprzyjająca. Obsługa hotelu bardzo sympatyczna, nikt nigdy nie zwrócił nam uwagi, że nie powinniśmy zabierać kotów w to czy w tamto miejsce. Wręcz przeciwnie, wszyscy witali nas z uśmiechem na twarzach, a niektórzy zatrzymywali się przy nas dłużej, opowiadając o swoich kotach. Jeśli jeszcze wahacie się, czy wspólny wyjazd jest dobrym pomysłem, możecie spróbować przekonać się o tym jako zwycięzcy konkursu, do którego Was serdecznie zapraszam!

Konkurs
Biorąc udział w konkursie, macie szansę wygrać pobyt podobny do naszego :)

Wystarczy umieścić na Instagramie zdjęcie swojego pupila inspirowane pobytem zwierząt w hotelach z hashtagiem #accor4pets, oznaczyć profil @accorhotels_polska na fotografii oraz zacząć śledzić ten sam profil na Instagramie. Dwóch zwycięzców otrzyma vouchery na weekendowy pobyt w hotelu, a wybierzemy ich razem z Zosią z Pies w Warszawie. Najprawdopodobniej zwycięzcy podzielą się na opiekunów dwóch różnych gatunków ;)

Konkurs trwa do 15 czerwca, więc nie zwlekajcie! Szczegółowy regulamin znajdziecie tutaj.

Wnioski

Jestem przekonana, że już je znacie :) W każdym słowie powyżej przeczytacie i w każdym (albo prawie każdym ;)) zdjęciu powyżej dostrzeżecie, że było warto! Na pewno bardzo poważnie weźmiemy pod uwagę kolejny taki wyjazd na urlop z kotami.

Chętnie poznam Wasze doświadczenia. Napiszcie proszę w komentarzach, czy Wy na wakacje / urlop zabieracie ze sobą swoje zwierzaki, w jakiego rodzaju podróże (krótkie, długie), jaki środek transportu wybieracie, w jakich miejscach się zatrzymujecie? Czy Wasze koty wychodzą na zewnątrz i w jaki sposób to organizujecie? Podzielcie się zarówno tymi dobrymi, jaki złymi wrażeniami.

A jeśli nie chcecie czekać na wyniki konkursu, zarezerwujcie swój pobyt w hotelu z futrami już teraz TUTAJ.

___

Wpis powstał we współpracy z Accorhotels.com.
___

Komentarze 25

  1. Mój Salem chodził z nami tylko na Święta do mojej babci, ale od kiedy ma resztę ferajny to stał się strażnikiem porządku w domu, podczas nieobecności ludzi. Podobnie u mnie… Że miałam od małego trójcę to jedyna ich podróż to przeprowadzka z Łodzi do miasta pod Lublinem. Próby spacerów były, ale każdy cofał się do domu, jedynie Aleksij ciekawski ale potem go zagonić do domu było ciężko (nietykalski, a wołać można było…) Obecne młodziaki nie są zainteresowane. Amber wręcz się boi, bo został prawdopodobnie wyrzucony na ogrody działkowe skąd go mamy.

    7 czerwca 2015 o 14:12 · Odpowiedz
  2. Elizabeth

    No i koniec ze spokojnymi kotami domowymi. Teraz bywanie w świecie i udział w Tańcu z Gwiazdami.

    7 czerwca 2015 o 14:27 · Odpowiedz
  3. Co za fantastyczny wyjazd! Podziwiam, że mieliście odwagę puszczać je bez szelek. Wyglądają cudownie i bardzo szczęśliwe na trawie i pokoju hotelowym. Wyglądają jak wytrawni podróżnicy – aż trudno uwierzyć, że to ich pierwsza wyprawa. Ależ bym chciała tak podróżować z naszą kocią bandą. Ale nie wiem czy one by się odnalazły w podróży. Nie mówiąc o technicznej stronie zabrania sześciu kotów ze sobą :-)
    Oglądanie tego wpisu to czysta przyjemność – zresztą jak zawsze u Was :-)

    7 czerwca 2015 o 16:09 · Odpowiedz
  4. KarolinaT.

    Wpis świetny, zachciało mi się wspólnego wyjazdu z futrzastymi, a przynajmniej z częścią. I byłaby to najszczęśliwsza rzecz w moim życiu gdyby koty chciały z nami jeździć. Ale raczej nic z tego. Bunia nie chce, bo jazda kojarzy jej się z wyjazdem do weta – a to jest samo ZUO, Lola lubi łazić po zewnętrzu, ale jazdy samochodem nie lubi (biadoli w niebogłosy, że ten potwór trzęsie i warczy). Jedyna nadzieja byłaby w chłopakach – Nilpert „nie sprawdzony”, tylko Hotei chyba by się dobrze czuł tam gdzie my jesteśmy (jedna niemal pięciusetkilometrowa podróż zniesiona przez niego spokojnie). Bałabym się jednak eksperymentować dłuższe i dalsze wyjazdy.

    7 czerwca 2015 o 16:38 · Odpowiedz
  5. monikacookies and cats

    czy hotel mial dobre ogrodzenie? nie balas sie ze ci uciekna, jak je wypusciliscie z pokoju?
    piekne zdjecia jak zawsze :)

    7 czerwca 2015 o 20:16 · Odpowiedz
    1. Magda, rudomi.pl

      Ogrodzenie było daleko, dzieliło nas od niego dużo terenu i krzaczków. Rude nie oddalały się, najpierw wybadaliśmy ich zachowanie, a potem wiedzieliśmy już, na co możemy im pozwolić, a na co nie. Każdy powinien podejść do tego indywidualnie.

      7 czerwca 2015 o 20:30 ·
  6. Ania

    Świetny wpis :)

    Ja dziewczyny zabrałam tylko na święta do rodziców (półtora godziny pociągiem!).
    Gdyby szelki były akceptowalne to można by myśleć o wyjeździe wypoczynkowym. Chociaż niewątpliwie nas to czeka, bo ich ani na pastwę przekarmienia („zobacz jaka jest głodna! miauczy! dam jej jeść – lepiej kiełbaskę czy serduszka? kilogram wystarczy?”) ani samych nie zostawię…

    7 czerwca 2015 o 20:48 · Odpowiedz
    1. Magda, rudomi.pl

      „Pastwa przekarmienia” :D Dokładnie, zawsze utyją pod czyjąś opieką!

      7 czerwca 2015 o 20:51 ·
  7. Ivona i Kinga

    Piękne fotki :) Gratuluję odwagi. Ja z moją CztroKotową Rodzinką nie dałabym rady, ale widać, że Marchewka i Rysiek to światowcy i podróże im nie straszne. :)

    8 czerwca 2015 o 11:52 · Odpowiedz
  8. rla

    Gratuluję. Ja ze swoimi kotami wypusciłam sie dwa razy do dziadkówbi to w zimie, kiedy dom jest pozaykany. Niestety kot bywa nieobliczalny czasem. Osobiście byłam świadkiem ucieczki milusińskiego kota znajomej, którego by się nie podejrzewało, że może aż tak spanikować. Uciekł razem ze smyczą Ogrodzenie nie stanowiło żadnej przeszkody.

    8 czerwca 2015 o 12:16 · Odpowiedz
  9. Super, że są takie miejsca. Jak w zesżłym roku przygarneliśmy Rudiego, a w tym roku czekają nas dwa wyjazdy i na razie nie wiem co będzie z kotem. Panikuję z tego powodu, bo kociak jest dla mnie jak dziecko i byle komu go nie zostawię.

    8 czerwca 2015 o 21:02 · Odpowiedz
  10. Natalia

    Tym wpisem utwierdziłam się w przekonaniu, że z kotem można jechać na wakacje! :D
    Mój kociak (Maniek vel Marian) co weekend albo co drugi jeździ razem z moim chłopakiem do jego albo moich rodziców. Grzecznie siedzi w transporterze i tak po 100 km dopiero głośnym miau wyraża swoje zniecierpliwienie. Tak jakoś przypada w tym samym momencie przychodzi czas tankowania, więc chłopak jest wygłaskany i czasem wyjęty z transportera, żeby mógł się rozprostować.
    U jednych rodziców mieszkających w lesie może szaleć bez obaw bez smyczy, ale u drugich musi być na smyczy, bo ma tendencję do ucieczek – strasznie jest ciekawski, więc widok wolno chodzącego Mariana w hotelu raczej bym nie uświadczyła, bo niczego się nie boi i pewnie biegałby jak oszalały :)
    Mam tylko pytanie – co z kuwetą? Zabraliście ze sobą, czy hotel razem z miskami zapewnił ją Rudym? :) Osobiście Marian posiada ze względu na częste podróże 3 kuwety w każdym z rodzinnych domów. Ale trudno mi sobie wyobrazić wożenia wielkiej piaskownicy w samochodzie :)

    9 czerwca 2015 o 10:38 · Odpowiedz
  11. Asia

    Ja ze swoją Daszą podróżuję po Polsce od małego. Na początki troszkę płakała w samochodzie a teraz cichutko się relaksuje w trakcie jazdy i czasem wychodzi pospacerować i popatrzeć co za oknem się dzieje. Nie ma z nią najmniejszego problemu. Do każdego pokoju hotelowego przyzwyczaja się w ciągu 10-15 minut. Nigdy nie miałam problemu ani z kuwetą w hotelu ani z jakąkolwiek szkodą spowodowaną przez Daszkę. Kot idealny jednym słowem. Czasem podróże są męczące bo z Poznania do Karakowa kawałek jest ale nie ma problemu. Kota potrafi nawet w trakcie postoju załatwić się w kuwecie znajdującej się w bagażniku auta.
    Polecam podróżowanie z kotami – to nic strasznego!

    9 czerwca 2015 o 10:44 · Odpowiedz
  12. Ewa

    Podczas wyjazdu Nasza ‚córeczka’ zostaje z ‚Babcią”:D Ostatnio po 2 tygodniach nieobecności, musiałam zważyć Tulkę, bo nie moglam uwierzyc, ze nie przytyła 10 kg :D (odzwyczaiłam się ogladania mojej ‚Kruszynki ‚ 128 razy dziennie..i ZAPOMNIAŁAM jaka jest ogromna ;P Niestety u Nas wspolny wypad odpada.. Tulka. musialaby chyba dostac leki nasenne, bo zwykla 10 min wyprawa samochodem do weta jest dla niej .. ( I dla MNIE) największą torturą i wiąże się to z ogromnymi nerwami.

    A Wasze zdjęcia są wspaniale podziwiam talent O, i mam nadzieje ze kiedys również dojde do takiej perfekcji ;-) Podziwiam i zazdoszcze wakacji z ‚dzieciakami’! :)

    10 czerwca 2015 o 22:35 · Odpowiedz
  13. finia

    Zdjecia-rewelacja!
    Swietna relacja! Niezla miałam lekturę.Marchewko-szacun dla twojej odwagi.

    11 czerwca 2015 o 15:22 · Odpowiedz
  14. karolka

    Pojechaliśmy z kotami raz. Monsz miał wyjazd służbowy do ośrodka wypoczynkowego firmy, a jego kierownik wyraził zgodę na koty. Stres był niesamowity. Łaciatku się szybko zaadaptował, zwiedzał, oglądał. Natomiast Rudziszon śpiewał po nocach, choć ma prawie 10 kilo kota wyskakiwał na okienko w łazience. I chował się po kątach na zasadzie „schowam głowę, a że tyłek wystaje to i tak przecież kota nie widać”. Żal było na niego patrzeć i skróciliśmy pobyt (Roodzielc nie jadł, nie pił, nie kuwecił), choć mogliśmy zostać parę dni dłużej. Tym bardziej podziwiam Łaciatku i Marchewunię.

    14 czerwca 2015 o 06:55 · Odpowiedz
  15. Teo

    Od dłuższego czasu przypatruję się Rudym, do tej pory z daleka, ale tym razem postanowiłam przerwać zmowę milczenia i się ujawnić ;)
    Może skłoniła mnie do tego refleksja własna, że za niecały rok będę miała wreszcie swoje własne, wymarzone i z dawna wyczekane Futrzaste, a może dlatego, że zebrałam się na odwagę, żeby powiedzieć Wam, że w chwilach melancholii i tęsknoty za futrem na każdym możliwym meblu i cudownie ciepłym, mruczącym ciężarze znajdującym się w najmniej odpowiedniej chwili w miejscu starannie wybranym i przemyślanym pod każdym możliwym kątem (dosłownie i w przenośni ) według zasad kociej logiki, Wasz blog przychodzi mi z pomocą.
    Bo ciężko się nie uśmiechnąć na widok Marchewki skamuflowanej sprytnie w rudej torebce. Albo okazałej sylwetce Rysia ostrożnie badającego nowe otoczenie…zza progu hotelowego pokoju :)
    Jesteście źródłem mojego pocieszenia w trudnych, (jeszcze, ale już niedługo, mam nadzieję) bezkocich chwilach.
    Dziękuję!

    18 czerwca 2015 o 11:10 · Odpowiedz
  16. Kasia

    Nie no, uwielbiam Was! ;) Super opis, Rude są wspaniałe. :)

    23 czerwca 2015 o 21:32 · Odpowiedz
  17. viv

    Super wpis <3 Zdjęcia piękne <3 Fifi i ja pozdrawiamy i ślemy causy!

    26 czerwca 2015 o 19:05 · Odpowiedz
  18. Birdwoman

    Ja zabieram swoją kotkę Ditę ze sobą wszędzie. Mimo że zaczynała jako (dorosły, 4-letni) kot ze schroniska, absolutnie przerażony światem zewnętrznym, teraz jest już (prawie) odważną podróżniczką. Przejazdy samochodem znosi dobrze, nawet te parogodzinne, ale pod warunkiem, że transporter jest otwarty a ona na szelkach może łazić po aucie. Najczęściej podróż spędza leżąc na tylnej półce samochodu. No i obowiązkowo koło transportera stawiam małą kuwetę – coby kot i ja był spokojny. Myślę, że zabieranie kota ze sobą wiąże się z o wiele mniejszym stresem, niż gdybym miała ją zostawiać w domu. Jesteśmy ze sobą bardzo zżyte i Dita każdą moją nieobecność bardzo przeżywa. (kiedyś zostawiłam ja pod opieką mojej znajomej – po moim powrocie Dita tuliła się do mnie i przez 3 dni nie odstępowała mnie na krok, a podczas mojej nieobecności podobno nie bardzo chciała jeść i była strasznie osowiała). Także teraz każde miejsce w Polsce odwiedzamy razem, ale spacerki na szelkach przechodzą jedynie wcześnie rano, kiedy nie ma jeszcze dużo ludzi i co gorsza, psów. Chociaż i tak Dita z każdym wyjazdem jest coraz odważniejsza.

    11 sierpnia 2015 o 19:53 · Odpowiedz
  19. Niesamowity wpis :) szkoda, że dopiero teraz go znalazłam

    18 marca 2017 o 23:26 · Odpowiedz
  20. To ja biorę moją Lunę i jedziemy do jakiegoś hotelu :D

    12 września 2017 o 12:09 · Odpowiedz
  21. Magda

    Nasz Leoś zrobił wypad w naszym towarzystwie nad morze….był to drewniany domek ale już od pierwszego dnia miał ochotę na spacery. Teraz bierzemy pod uwagę wizytę w hotelu i…. SPA

    20 września 2018 o 10:36 · Odpowiedz
  22. scepticus

    Kitekat? Serio?
    Czy tylko taki „product placement”?

    14 sierpnia 2019 o 16:23 · Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*