Pamiętacie to czekoladowe niebo w gębie? W kuchni radzę sobie… nie radzę sobie zbyt dobrze, więc pomyślałam, że blok czekoladowy będzie jak znalazł. Nie wymaga specjalnych umiejętności. Poszukałam przepisu, przy okazji poczytałam o czyichś z blokiem związanych wspomnieniach. Przeważnie była to mama/ciocia/babcia, która młodzież w ten sposób uszczęśliwiała. Mnie uszczęśliwiało PSS Społem. Wspomnienie zakupu kawałka tego nieba jest wciąż żywe.
Tym sposobem część sobotniego wieczoru zajęło mi podgrzewanie, mieszanie i formowanie. Potem kakaowa masa powędrowała do lodówki. Pierwsza myśl po przebudzeniu – blok! Nie ma to jak dobry bodziec rano. Blok nie mógł nie udać się. Jest taki jak zawsze. Palce lizać. To ja lecę do lodówki!
Ale zanim tam polecę będzie i o kotach. Nie tylko o moich, o wszystkich. Wydawało mi się, że wiem o kotach całkiem sporo. Do niedawna nie miałam jednak pojęcia, że kotom zupełnie obcy jest słodki smak.
(…) psy, choć nie potrzebują soli, odczuwają przecież słony smak, a koty słodkiego – nie. Dlaczego? Dopiero niedawno naukowcy znaleźli bezpośrednią przyczynę tego „upośledzenia” smaku u kotów – wada w genie kodującym receptor słodkiego smaku. Krótko mówiąc – kotowatym z powodu jakiejś dawnej mutacji brakuje 247 par zasad w strukturze DNA. Nie wiadomo jednak, jak do tego doszło – czy koty wybrały dietę białkową z małą zawartością węglowodanów, ponieważ nie odczuwały słodyczy, czy stało się odwrotnie – mięsne skłonności spowodowały zanik tej zdolności. (…) Można dojść do wniosku, że koty utraciły zdolność odczuwania słodkiego smaku właśnie dlatego, że słodkości są im zbędne i w naturze nie jadają słodyczy. Jakkolwiek by nie było, niemożność rozkoszowania się słodyczą natura wynagrodziła kotom szerokim wachlarzem receptorów pozwalających im odróżniać smaki aminokwasów, czyli jednostek budulcowych białek. Okazuje się, że nie mamy pojęcia, jak bogaty smak może mieć dla naszego kota zwykły kawałek mięsa. Mleka natomiast dorosłe koty nie trawią – podobnie zresztą jak część dorosłych ludzi. (…)
Cytat pochodzi stąd.
Nie zgodzę się tylko ze stwierdzeniem, że koty nie lubią cukierków. Może i nie odróżniają słodkiego od niesłodkiego, ale cukierkiem, a dokładniej lizakiem, nie pogardzą. Dajcie swojemu kotu spróbować jakiś śmietankowy Chupa Chups, a przekonacie się o czym mówię. Nie namawiam do serwowania kotom takich „smakołyków”, chodzi raczej o ciekawą kocią reakcję, która ma wówczas miejsce.
Inną ciekawostką, a właściwie przestrogą, jest wiedza, w posiadanie której weszłam już post factum. Wpisu jeszcze co prawda nie opublikowałam, ale kota uraczyłam. Rysiek łakomczuch był blokiem żywo zainteresowany. Poczęstowany lizał go namiętnie. A ja nieświadoma tego, co robię. Zwykle nie karmię go słodyczami (zwłaszcza, że zalecono mu dietę). Lizak to pojedynczy epizod jakiś czas temu, blok też ten jedyny raz.
Nie wiedziałam, że czekolada dla kotów jest trująca. Przypuszczam, że wielu właścicieli kotów może tego nie wiedzieć. Co prawda dawka śmiertelna to 450g, czyli 4,5 tabliczki czekolady – ilość, która wydaje się nie do zjedzenia przez kota. Nie mam pojęcia, czy ta śladowa ilość, która jest w bloku (4 łyżki kakao) może kotu zaszkodzić. Powodów do obaw raczej nie mam, minęło już trochę czasu i żadnych niepokojących zmian u Ryśka nie zaobserwowałam. Apetyt mu dopisuje jak zawsze. Warto jednak wiedzieć, że to co nie szkodzi ludziom, niekoniecznienie jest wskazane dla kota. Nie ma też co popadać w przesadę, myślę że wszystko to kwestia umiaru. W końcu spirytus w małej dawce krzywdy człowiekowi nie zrobi, ale w dużej już tak.

Podstępny, acz pyszny blok

Niewyposażony w instynkt samozachowawczy Ryszard i jego niemądra pani
Edit z dnia 30.12.2011 – w związku z tym, że wciąż i wciąż dostaję na maila pytania o przepis, poniżej publikuję ten, z którego korzystałam :) Niestety nie znam autora, więc go nie podam…
Blok czekoladowy
Składniki:
- 1 paczka (500g) pełnotłustego mleka w proszku (nie granulowane!)
- 4 opakowania petit beurre (używam 4x100g herbatników Jutrzenki) – ja dałam pół paczki takiej 220g i chyba było za mało (uwaga: herbatniki lebinitz są wg mnie zbyt miękkie).
- 1 szklanka rodzynek (namoczonych w gorącej wodzie i porządnie odsączonych) lub dowolne bakalie (orzechy, migdały, figi suszone etc.). Ja nie dodaje nic poza herbatnikami – tak lubię :)
- 200 ml wody
- 1 masło roślinne lub masło (lub margaryna Kasia). Mi najbardziej odpowiada masło roślinne.
- ¾ szklanki cukru (jeśli daję rodzynki) lub 1 szklanka jeśli bez rodzynek (ja zrobiłam bez rodzynek i 1 szklanka cukru)
- 3 łyżki kakao (lub więcej – ja dałam 4 łyżki)
Przygotowanie:
- Przygotować foremkę silikonową, lub metalową wyłożoną folią spożywczą lub papierem do pieczenia (używam foremki 22x22cm).
- Do bardzo dużej miski wsypać mleko w proszku, połamane na kawałki herbatniki i rodzynki. Wymieszać suche produkty.
- Do garnuszka wlać wodę, włożyć masło, cukier i kakao. Mieszając – zagotować (cukier powinien się rozpuścić, a całość połączyć w jednolity płyn). Nie studzić.
- Do suchych produktów wlać połowę płynu i mieszać (np. drewnianą łyżką). Początkowo mieszanie idzie bardzo ciężko, a mleko w proszku zaczyna tworzyć grudki. Dolewać partiami pozostały płyn, i dość energicznie każdorazowo mieszać.
- Wyłożyć uzyskaną gęstą masę do foremki, ubić masę, by pozbyć się ewentualnych pęcherzyków powietrza. Przykryć folią spożywczą. Przestudzone wstawić do lodówki, aż do porządnego stwardnienia (u mnie zwykle na całą noc). Kroić na małe porcje.
Powodzenia i smacznego!