Każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma…
Ostatnio ktoś podzielił się ze mną swoją obserwacją. Ponoć gdzie się nie spojrzy, dokąd w moim domu nie zajrzy, tam kot. Niby nic takiego, w końcu wszyscy (jw.) jesteśmy jakoś zbzikowani. Bzik, pasja, słabość, zwał jak zwał. Wciąga, uzależnia i towarzyszy.
Postanowiłam z moim hoplem zmierzyć się. Czy naprawdę jest tak, że kotów tutaj więcej niż dwa?
Spowiedź czas zacząć. Nie chcąc wywołać zupełnie niepożądanych emocji, takich jak znużenie, niepokój, czy wstrząs, będę kocie-cosie dawkowała.
Od razu zaznaczam, że większość tych rzeczy została mi sprezentowana. A więc jestem taką kolekcjonerką z przymusu. Tak jakby.
Na początek te, które są ze mną najdłużej. Wyszły spod jednej ręki. Niepowtarzalne.

Ryszard na płótnie

Ryszard na fotografii
Ciąg dalszy nastąpi.

:)
kiedy kolejna część?
kolejna wkrótce :)
ja doświadczam dokładnie tego samego! wszędzie i wszystko mam z kotami! co więcej, sama sobie nic nie kupiłam, no może poza uroczą zawieszką na telefon ;)) a mam zdjęcia, kubki, figurki, książeczki, ramki, obrazki, ukladanki i uroczy kafelek z kotkami itd itd… ale to fajne, bo oznacza że się ludziom kojarzysz z… kotami :))
…ale takiego obrazu nie mam w swojej kolekcji, a bardzo mi się podoba, więc jak masz więcej, albo futra w innych kolorach uwiecznione, które nie pasują Ci do wnętrza – chętnie przyjmę prezent :))
może zasugeruję autorce, żeby znowu jakieś futro uwieczniła :)