czyli koci blog o Ryśku i Marchewce

 
 

Prze(s)chadzka

Jeszcze kilkanaście dni temu na balkonie leżał śnieg. Zaintrygowane rude wypuściły się na zimową przechadzkę. Odniosłam wrażenie, że stąpanie po śnieżnym dywanie służy zacieśnianiu więzi. Mało tego – futra jakby ukradkiem oddawały się czułościom. Schadzka zamiast przechadzki?

 
 

Small talk

Wracam wieczorem do domu, O. relacjonuje mijający właśnie dzień. Dzień, który spędził w domu przy akompaniamencie wiertarki, której dobitny dźwięk dochodził zza ściany.

Nie byłoby w tym nic ciekawego, mogłabym O. jedynie współczuć, gdyby nie wątek koci w tej relacji dnia. Bowiem Ryszard nawiązał dialog z sąsiedzką wiertarką. Ponoć po każdym „trrr” w odpowiedzi padało „miau” i tak naprzemiennie przez dłuższą chwilę. Zawsze wiedziałam, że Rysiek jest komunikatywny, teraz wiem jeszcze, że nieobcy mu savoir vivre.

 
 

Instynkt łowcy

Rysiek i Marchewka są kotami niewychodzącymi – to znaczy, że nie wychodzą na samodzielne spacery po okolicy, w której mieszkamy. To znaczy również, że nie mieszkamy w domu z ogrodem.

Koty wychodzące przynoszą swoim ludziom upolowane stworzenia: gryzonie, ptaki, jaszczurki. Wszystko, co się rusza, jest w zasięgu i odpowiednim kalibrze. Podobno to taki gest wdzięczności wobec człowieka, podziękowanie za wikt i opierunek.

Koty niewychodzące, nie chcąc być gorsze, również regularnie odkrywają w sobie instynkt łowcy. Każdego poranka znajduję pod drzwiami (ewentualnie w innym równie wyeksponowanym miejscu) kocią zdobycz. Zdobycz nie posiada nóg, więc przed upolowaniem nie ma żadnych szans na ucieczkę. Codziennie staram się ją chronić i ukrywać przed drapieżnikami, żeby była poza ich zasięgiem. Daremnie. Kaliber też ma niestety odpowiedni, jak i zachęcającą miękką strukturę z szorstkim pokryciem wierzchnim.

Gąbka. Ofiara nocy.

 
 

Kłaniam się

W pierwszej kolejności, zanim wrócę do wpisów o rudych, chciałabym Wam podziękować.

Podziękować za wszystkie głosy, czyli wysłane na rzecz rudomi.pl smsy. Za wszystkie słowa, które z wypiekami na twarzy czytałam. Uwierzcie mi, można czuć się jak na lekkiej gorączce, czytając tak sympatyczne i zaskakujące wiadomości. Wasze pozytywne, zgrabnie poskładane zdania kierowane do mnie na temat bloga. Poczucie, że gdzieś zza Waszego ramienia spoglądały okrągłe oczy jakiegoś futra, gdy pisaliście. Cały ten ogrom spowodował, że wciąż płonęły mi poliki, a ja czułam się niezwykle. Bez względu na wynik konkursu, a z Waszego powodu.

Kiedy zapraszałam Was do głosowania, zapomniałam wspomnieć o czymś szczególnie ważnym. O tym, że nie byłoby tego bloga, gdyby nie Wy. Powstałoby pewnie kilka wpisów, po czym uznałabym, że lepiej pisać na kartce i do szuflady, niż w miejscu, do którego każdy może zajrzeć, a nie zagląda nikt. Stało się inaczej, jest Was więcej i wygląda na to, że podglądanie rudych sprawia Wam przyjemność. A ja lubię to rude życie dzielić z Wami we wpisach na blogu. Mogłabym godzinami patrzeć na Ryśka i Marchewkę, obserwować je, łapać w obiektywie, a potem moje spostrzeżenia ujmować w słowa. Koty to dla mnie niekończący się temat, gdyby tylko czas mi pozwolił, codziennie dzieliłabym się z Wami nową rudą notką.

Czasami zastanawiam się – jak ja piszę? Jaki jest mój styl? Czy mam w ogóle jakiś styl? Czy w moim blogowaniu jest coś charakterystycznego, typowego tylko dla mnie?
Mam nadzieję, że kiedyś będę potrafiła odpowiedzieć sobie na ty pytania – sama lub z Waszą pomocą. A póki co zajmę się tym, co wychodzi mi lepiej niż tego typu deliberacje – będę dalej odkrywać szczegóły życia z rudymi.

Wszystkim zakoconym i tym, dla których ten stan dopiero nastąpi – serdeczne dzięki! Za to, że jesteście. Tym razem foto-podziękowania nie za głosy, a za Waszą obecność.

 
 

Gingereye

Podobno koty mają siedem żyć. Funkcjonuje też nieprawdziwe przekonanie, że przez cyfrę siedem mnoży się wiek kota, by określić jego wiek w przełożeniu na życie człowieka.

Ale ja nie o tym. Poznajcie 007.

Nasi sąsiedzi po przekątnej są pod stałą obserwacją nieugiętej i czujnej agent Marchewy.

Przy okazji zamieszczam ogłoszenie grzecznościowe:
Agencja detektywistyczna „Przy Rudomi” – usługi detektywistyczne 24h na najwyższym poziomie. Agent Marchewa oferuje obserwację stacjonarną i ruchomą osób i mienia, w tym ustalanie kontaktów towarzyskich i sprawdzanie stanu majątkowego. Szybki czas reakcji. Zapewniona dyskrecja i skuteczność. Kontakt: agentmarchewa@rudomi.pl.

 

 
 

Rudo mi – a Tobie?

Wzięliśmy udział w konkursie dla blogujących w zeszłym roku, bierzemy i w tym!
Tym bardziej, że wtedy byliśmy małym i nieśmiałym rudym tworkiem, teraz czujemy się całkiem tęgim i krzepkim tworem rudej maści :-)

Dzisiaj wygląda to tak. Zdradzę Wam pewne krępujące fakty (widoczne na bannerze po prawej stronie)… Rysiek i Marchewka potrzebują Waszych głosów, by opuściły ich dokuczliwe dolegliwości i nałogi.

Jeśli leży Wam na sercu ich dobre samopoczucie, dajcie temu wyraz i wyślijcie sms o treści H00556 (H zero zero 556) na numer 7122.

Poniesiecie koszt w wysokości 1,23 zł brutto, dacie radę? Pamiętajcie, że to z pożytkiem dla rudych, a przy okazji cała kasa pójdzie na cel dobroczynny (szczegóły u organizatora), czyli mamy już podwójny cel w imię czyjegoś dobra!

Głosy zbierane są tylko do 20 stycznia do godz. 12:00, więc nie warto zwlekać ;-)
Mówi się, że rude są wredne… nie bądźmy stereotypowi, ale na pewno są niecierpliwe i pamiętliwe!

Powtórzę motyw zeszłoroczny i każdego, kto w komentarzu tutaj, na FB lub w mailu do mnie (rudomi@rudomi.pl) przyzna się do popełnienia smsa, nagrodzę nigdzie niepublikowanym zdjęciem wybranego rudzielca!

Z góry ogniście rudo dziękujemy!

 
 

Kot asystujący

Kot asystujący zwykle pojawia się w najmniej pożądanym miejscu lub momencie. Za to z wielkim entuzjazmem pełni swoją (często znaną tylko sobie) funkcję.

Ostatnio Marchewka asystowała mojej sukience, która nie wyschła na czas i suszyła się na kaloryferze. Czarny, ciepły ciuch na pewno wprost prosił się o towarzystwo, na co kot asystujący nigdy nie jest obojętny!

Przypuszczam, że kot asystujący wziął się z niezbyt precyzyjnego komunikatu na temat psów asystentów, który przekazują sobie koty.

 
 

Manualna stymulacja intelektualna

Rano przy kawie. Siedzimy z O. i Marchewką na kanapie.

O. zaczął pocierać ręką jej łepetynę. Właśnie, nie głaskać a pocierać, więc zapytałam:

- Co Ty jej robisz?

- Masuję czaszkę – usłyszałam w odpowiedzi.

- Słucham??

- Masuję czaszkę, żeby obecne w niej dwie szare komórki mogły się ze sobą spotkać. – odpowiedział O. i dodał – Zobacz jaka jest zadowolona!

 
 

Nie ma substytutu

Prawdziwa miłość bywa bolesna.

Według autorki bloga Cat Versus Human „true love” wygląda tak.

Zastanawiam się tylko, czy określona tam jako prawdziwa jest miłość autorki do kotów, miłość kotów do autorki, czy jednak miłość mężczyzny do autorki? To autorka bloga zaprasza koty do łóżka w przypływie miłości, czy może koty kierowane uczuciem chcą być zawsze blisko niej? A czy przypadkiem tym prawdziwie, dzielnie i oddanie kochającym nie jest przede wszystkim mężczyzna, który godzi się na dzielenie łóżka nie tylko z kobietą, ale i całą kocią gromadką?

Miała już miejsce dekonspiracja mężczyzn zakręconych w stronę kotów. Zastanawiałam się czy O. jest jednym z nich. Nie miałabym żadnych wątpliwości po tym jak ostatnio wyartykułował „nie zamieniłbym ich na żadne inne”, po tym jak się do nich zwraca, ile w tym ciepłych i pozytywnych emocji. Gdyby nie jedno. Jedno, co boli mnie i doskwiera: „WSTĘP WZBRONIONY”.

Za tymi słowami kryje się mój wielki żal. Brakuje mi tych pobudek, gdy rude włączały swój program poranny: ocieranie się, ugniatanie i pomrukiwanie. Tęsknię za widokiem ich nosów tuż po otwarciu oczu. Za ich spragnionymi kontaktu spojrzeniami, czekającymi na dotyk grzbietami. Pamiętam przyklejone do moich stóp lub głowy ich futerka.

Im też nie jest wszystko jedno. Codziennie wieczorem, po tym jak zamykają się za mną drzwi, wyczekują. Zwykle po cichutku, ale wiem, że tam są. Nie zawsze tak w milczeniu, Rysiek czasami zza tych drzwi po kociemu zawodzi.

Ze strony O. za hasłem „wstęp wzbroniony” kryje się komfort i rozsądek. Komfort przespanej nocy, nie przerywanej brakiem tchu. Rozsądek czyli zdrowie, które odmawia współpracy.

Czy miałam wybór? Nie. Bo jaki mógłby on być? Nie ma też substytutu, który wypełni tę pustkę.
Jest kompromis. I codzienna próba pogodzenia się rzeczywistością, która okazała się bezwzględna.

Ale czy nie jest tak, że kocha się wbrew przeciwnościom i to właśnie na co dzień udowadnia mi O.? Ja tylko zrezygnowałam z czworga w łóżku, on pokochał nadprogramową dwójkę.

 
 
 
Do góry