Lecznica, w której ostatnio bywa Rysiek, mieści się na pierwszym piętrze. Aby się tam dostać, należy wejść po krętych schodach na górę. W drodze powrotnej – zejść schodami w dół. Światło na klatce włącza się według potrzeby.
Wychodzimy dzisiaj od naszej weterynarki, która widząc O. na przedzie niosącego transporterek z Rysiem, krzyczy za nami - Chwileczkę, zapalę światło! Tak żeby tata z dzieckiem bezpiecznie zszedł na dół.
Kilka kroków dalej, za drzwiami budynku, po krótkiej ciszy odzywa się O. – Nareszcie ktoś prawidłowo określił moją rolę i nazwał mnie jak trzeba. Miło mi się zrobiło.
Wzruszyłam się.

Prawidlowo! O. ma racje, Kocia Mama, Koci Tato to tytuly dumnie brzmiace. Przeciez czterolapne to nasze Ukochanstwa. Nazewnictwo funkcjonuje u mnie w rodzinie od dawna bez grama zdziwienia.
U nas w domu to też normalka, ale to był pierwszy raz, kiedy powiedział tak na niego ktoś inny ;)
Bo mężczyźni tylko z wierzchu są tacy twardzi ;)
Hahaha! :D
O!!! Jaka fajna pani doktor! Juz ja lubie:) Calusy dla Rudych!
Jak to koty przejmują pewne funkcje w rodzinie…
Ja jestem dla moich szczurów mamą, tata dziadkiem, mama babcią, babcia prababcią, mój brat wujkiem…
Moja pani weterynarz moje dwa psiaki ( z jednego rocznika) nazywa ” braćmi bliźniakami” – jeden to husky, a drugi maleńki kundelek :-)))
I faktycznie są jak bracia bliźniacy – tylko, że dwujajowi.
Ja jak wracam z pracy to zawsze mówię do Felka cyt.”już mamusia wróciła” sąsiedzi się dziwili, że mam dziecko a nigdy z nim nie wychodzę:-)
Hehe tez mówię do swoich „moje dziewczynki”;))
oo jak miło: )
A cóż to za niedyspozycja zmusiła Was do odwiedzin u weterynarki? Czyżby Rysiek podupadł na zdrowiu, nie daj Boże?
Bina, typowa dla bezjajecznych chłopaków, ale żeby nie wywoływać wilka z lasu, będziemy na ten temat milczeć ;)