Jest z nami od pół roku. Zmieniła wiele, w życiu naszym, w życiu Rudych. Wszystko teraz kręci się wokół niej. Czy to znaczy, że zajęła miejsce Ryśka i Marchewki, spychając koty na boczny tor? Wiemy już, jak wygląda życie z kotami i niemowlakiem, a teraz dzielimy się naszymi doświadczeniami z Wami.

Mam wrażenie, że niektórzy byli zaskoczeni. Jak to, kociarze z dwójką kocich dzieci, a tu dziecko własnej produkcji?! Otóż zdradzę Wam sekret: nawet najbardziej zatwardziali kociarze mogą mieć ludzkie dzieci! Nasze pojawiło się na świecie 11 marca, dołączając do 13-letniego Ryśka i 8-letniej Marchewki. Najpierw nazywana Sfinksem, Sfinksiątkiem. W końcu to taki pozbawiony sierści kot, czyż nie? Później Najmłodszą, by podkreślić, że choć nigdy nie będzie kotem, to jednak traktujemy Rude trochę jak jej rodzeństwo.

Dla niektórych szokująca była wiadomość o tym, że spodziewamy się Sfinksa. Dla innych już samo określenie potomka Sfinksem. Każdy, kto zna tego bloga, zna nas i wie jak ważne są dla nas koty. Jaki mamy do nich stosunek, jaką miłością je darzymy. Miłości do dziecka jeszcze nie znaliśmy, ale wiedzieliśmy, że będzie to co najmniej taki ładunek emocji, tak silna więź, jak z kotami. No dobra, pewnie coś więcej, ale na pewno nie mniej. Mamy też oboje z O. spory dystans do siebie, do życia (a przynajmniej tak nam się wydaje) i mamy nadzieję, że będzie to jedna z cech, które odnajdziemy także u naszej córki. Dlatego zakładam, że nie znajdzie niczego złego w byciu Sfinksiątkiem. Jedni mają fasolki i perełki, my od początku czekaliśmy na Sfinksa. Dzieło naszego życia. Zatem kochana córko, jeśli kiedyś to przeczytasz, wiedz jedno: Sfinksiątko oznaczało dla nas najwięcej ❤

Sfinksiątko od początku wyznaczyło nowe zasady gry. Spójrzcie na ten palec, palec pani naszego czasu ;)

Jest już tyle historii do opowiedzenia, które miały miejsce po jej narodzinach, że nie zmieszczę ich w jednym wpisie. Zresztą… gdybym miała pomieścić tutaj wszystko, to ten wpis nigdy by nie powstał, bo nie mam do dyspozycji aż tyle czasu (wiecie, niedawno zostałam mamą i czas wolny jakby skurczył mi się).

Zatem zacznę od zdjęć i odpowiem na Wasze pytania, które zdążyliście już zadać. Dobrze się stało, że nie podzieliłam się wrażeniami od razu, bo dziś jest zupełnie inaczej niż na początku. Zachowania kotów, ich stosunek do sytuacji i dziecka, bardzo się zmieniły i w pewnym sensie ewoluują. To jedno z dużych zaskoczeń dla mnie. Poniżej pytania od Was i nasze odpowiedzi.

Jak Sfinksiątko ma na imię?

Zu jak Zuzanna. Jak Zuzu :)

Podobno ma moje oczy i dołeczki w policzkach. Na tym etapie ma też wiele wspólnego z rodzeństwem ;)

Jak koty reagują na dźwięki wydawane przez dziecko?

Zależy od decybeli ;) Jeśli Zu płacze, a zdarza się to rzadko, reagują niepokojem, to na pewno. Kiedy mówi w swoim języku – zaciekawieniem lub w ogóle. Chyba, że jest to pisk (a to nieunikniony etap u niemowlaka, kiedy odkrywa piszczenie i ma z tego tytułu dużą frajdę) – wówczas zaciekawienie przeradza się w przerażenie. Kiedy woła Rude… a nie, jeszcze nie potrafi :D

Nie, to wcale nie było reżyserowane ;)

Czy są sytuacje, w których koty się denerwują, wykazują rozdrażnienie z powodu nowego członka stada?

Może nie tyle rozdrażnienie, co wspomniany niepokój. Według mnie właśnie w obliczu niespotykanych dotąd hałasów. Według O. jest tylko jedna taka sytuacja – kiedy miska jest zbyt długo pusta ;)

Kupiliśmy naszemu dziecku matę do zabawy. A nie, przepraszam, naszym dzieciom.

Jak koty przyjęły Niekota?

O.: Dobrze. Obwąchały, pokręciły nosami i poszły sobie.

Tak naprawdę z każdym kolejnym dniem przyjmują ją na nowo i każdego dnia jest nieco inaczej. Na pewno nie ma żadnej skrajności: bardzo dużej zażyłości ani obrazy czy depresji u kotów. Rysiek często przebywa w pobliżu Zu, ale rzadko w odległości pozwalającej na bezpośredni kontakt. Na początku jednak omijał pokój, w którym była. Marchewka odwrotnie – tuż po jej przybyciu bardzo pchała się do naszej sypialni, najchętniej wchodząc pod dziecięce łóżeczko. Teraz już trochę odpuściła, chyba spadło jej zainteresowanie już nie takim nowym obiektem.

Jesteście pewni, że TO zostaje tutaj na stałe?

Czy opiekują się nim? Czy tylko zajmują legowisko?

Mamy z O. odmienne zdania. O. twierdzi, że nie ma w ich postawach za grosz troski. Legowiska natomiast są dla kotów bardzo atrakcyjne (dziecięca kołyska/kosz, fotelik, bujaczek, mata, wózek itd.). Zasoby są po prostu współdzielone (poza łóżeczkiem, tam Rudych jeszcze nie było, choć Rysiek podjął niedawno jedną próbę przejęcia).

Ja uważam, że czuwają, bo często wieczorami kręcą się w pobliżu pokoju, w którym śpi Zu. Jednak najbardziej dominującą emocją jest najprawdopodobniej zazdrość… A dokładniej, zabieganie o uwagę.

Czy domagają się karmienia w tym samym momencie?

Piersią? Haha, nie :) Za to zdecydowanie przypominają nam o porze karmienia, jeśli my zajęci córką lub padnięci, o niej zapomnimy.

Rysiek w ogóle lubi być obecny podczas karmienia. Jeśli karmię Zu na łóżku, on stara się położyć jak najbliżej nas. Choćby instalując się tyłkiem w pobliżu stołówki… Właśnie wtedy, kiedy najtrudniej jest mi go odgonić.

Jedni już zjedli, inni czekają na swoją kolej. Byle tylko nie pozwolić mi zapomnieć o karmieniu. Wszystkich dzieci bez wyjątku.

Czy nie boicie się, że Sfinksiątko jako pierwsze zamiast mama powie miau?

Zdziwiłabym się, gdyby było inaczej ;) Najpierw miau, potem kot, dopiero później mama. Ta kolejność wydaje się najbardziej prawdopodobna.

Czy koty są zazdrosne? Jak to okazują?

Mam wrażenie, że są bardziej natarczywe niż kiedyś (głównie Marchewka i wobec mnie) oraz uparte (głównie Rysiek).

Marchewka co wieczór pcha się na moje kolana – chyba uważa, że to już jej czas i ma mnie wtedy na wyłączość. Zupełnie nie zważa na moje inne potrzeby ;)

Rysiek natomiast w ogóle nas nie słucha (nie żeby wcześniej to miało miejsce), ale teraz naprawdę udaje głuchego (tylko udaje, bo dźwięk otwieranej szuflady z karmą usłyszałby na kilometr). Niesłyszącego i bumerang – kiedy zdejmuję go z łóżka (bo na przykład próbuje zainstalować się tam, gdzie chcę położyć Zu), ten wraca i taka przepychanka może trwać bez końca. Przeważnie chce mi się wtedy płakać i śmiać jednocześnie.

Wyraźnie widać, że oboje chcą uczestniczyć w naszym wspólnym życiu i pilnują, abyśmy o nich nie zapomnieli. A to przy malutkim dziecku wcale nie jest takie trudne…

Rysiek od samego początku miał bardzo obojętny stosunek do nowego członka rodziny ;)

Dlaczego decydujesz się na ujawnianie wizerunku dziecka?

Akurat temu zagadnieniu zamierzam poświęcić oddzielny wpis, dlatego proszę o cierpliwość. Na pewno mam swoje zdanie na ten temat i chętnie się nim podzielę.

Czy koty nie chcą spać na małej, np. jak śpi?

Marchewka najczęściej omija Zu szerokim łukiem, a Rysiek już kilkukrotnie prawie na nią nadepnął. Jednak obstawiam, że nie robi tego z premedytacją, tylko jest mało subtelnym gapą. Zdarzało mu się to przedtem wobec nas i bywało bolesne, dlatego musimy uważać, żeby kiedyś przez przypadek nie położył się na niej ;)

Zu już od jakiegoś czasu przejawia duże zainteresowanie kotami. Wyciąga do nich ręce i… piszczy z podniecenia :D

Jak reagują, kiedy płacze przez dłuższy czas?

Według O. nie reagują w ogóle, według mnie jest tak jak napisałam powyżej. Są zaniepokojone. Marchewka raczej na odległość (ale jej ciało mówi wszystko), Rysiek ostatnio chodził za nami krok w krok. Rzadko zdarza się dłuższy płacz, bo zwykle udaje nam się uspokoić Zu, poza tym w ogóle nieczęsto mamy takie sytuacje. Jeśli jednak już są, Rysiek potrafi wtedy donośnie miauczeć. Myślę, że z troski, a nie żeby zagłuszyć dziecko ;)

Czy domagają się dodatkowej uwagi?

Zdecydowanie tak. Wiem, że zabrzmi to smutnie, ale przypominają mi wtedy porzuconych zakochanych albo… starszych ludzi, o których świat zapomniał. Nie jesteśmy bez winy, ale uwierzcie, że to nie kwestia braku chęci. Niemowlak daje dużo większy wycisk niż siłownia czy wymagający szef. Mimo, że akurat Zu trudnym dzieckiem nie jest.

Mam nadzieję, że ta relacja bardzo pięknie się rozwinie :)

Czy jest jeszcze coś, o czym chcielibyście wiedzieć? Czekam na dalsze pytania – zadawajcie je, jeśli ciekawi Was coś z tego naszego życia w powiększonym składzie. Obiecuję wrócić z kolejnymi opowieściami. Wrócić na bloga w ogóle.

Komentarze 9

  1. Ania

    Ja mam pytanie! My również mamy dwa koty i takze niecale pół roku temu zostaliśmy rodzicami Wladyslawa. Kupiliśmy mate piankowa (taka jak Wasza). Ale nasza zostala zdewastowana przez jednego z kotow- Dzordzie. Zatem nurtujacym mnie pytaniem jest: czy obcinacie kotom pazurki? Pytanie moze kuriozalne, ale to proza zycia codziennego z dzieckiem i kotem (jednym spośród dwójki), który myśli ze wszystkie zabawki dziecka są jego zabawkami. Pozdrawiam, Ania

    12 września 2017 o 10:27 · Odpowiedz
    1. bbb

      Ania przecież kotom zawsze powinno się obcinać pazury. To zabieg pielęgnacyjny, który stosuje się nawet, gdy na pokładzie nie ma dzieci.

      12 września 2017 o 11:45 ·
    2. Kocurro

      Kot z obciętymi pazurkami też dziurawi te matę, nawet nie specjalnie, tylko przebiegając.

      12 września 2017 o 11:59 ·
    3. fk

      Ja miałam matę piankową do ćwiczeń. Kotom drapie się ją cudownie, niezależnie od długości pazurów. Przypuszczam więc, że to zależy od kota. Nasze w tej kwestii są bezlitosne.

      12 września 2017 o 12:01 ·
  2. Ania

    Też mamy niemowlaka z marca i dwa koty, czarne;) jedno czego nie mogę ogarnąć to sierść wszędzie, której wcześniej jakoś tak nie zauważałam:) macie jakieś magiczne sposoby? dajecie małej swobodnie głaskać koty? Bo ja mam z tym straszny dylemat, od razu przecież łapki lecą do buzi;) i co do maty, nie wiem jak przeskoczyc to, że kot przed chwilą był w kuwecie, a potem robi spacer po macie. Wcześniej jakoś człowiek kompletnie nie myślał o takich sprawach;)

    12 września 2017 o 10:39 · Odpowiedz
  3. Pat

    Dziękuję za opis. To nawiązanie do starszych, porzuconych ludzi jest mi bardzo bliskie i empatyczne.

    12 września 2017 o 21:30 · Odpowiedz
  4. Aga

    Super fotki. Szczególnie przedostatnia 💕
    Mój wychodzący kocur nie ma obcinanymi pazurów. Moim zdaniem
    Powinien mieć się czym bronić. Nikita tez nie ma obcinanych, bo to delikatna kicia. Z odzysku (jak cała moja menażeria). Zapewne zeszłaby z przerażenia przy takich czynnościach.
    Bardzo czekam na dalsze opowieści „Marchewkowo-Zuzkowe”.
    Ps. Szkoda troszkę że dla Zuzu nie „zamówiliście” rudości we włosach 😉

    12 września 2017 o 21:56 · Odpowiedz
  5. Mój kot nie miał żadnych problemów z przywyknięciem do malucha, ale to kwestia bardzo indywidualna. Zwłaszcza w przypadku kociaków ze schroniska jest duża niepewność. Mieliście tego typu problemy?

    15 września 2017 o 15:55 · Odpowiedz
  6. Cóż, u mnie w domu nie było na szczęście problemów, ale też dlatego, że dziecko potrafiło się wobec zwierzęcia zachować. Trudno powiedzieć, jak zareaguje zwierze, jeśli dziecko notorycznie je męczy, zwłaszcza, gdy tego nie widzimy :/

    25 września 2017 o 14:29 · Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*