czyli koci blog o Ryśku i Marchewce

 
 

Blog Roku 2011 – czas start!

Jak już wcześniej doniosłam, po raz kolejny bierzemy udział w konkursie na Blog Roku. Będzie to nasze trzecie starcie z innymi blogującymi, z którego bardzo chcemy wyjść zwycięską ręką (łapkami?). A przynajmniej z poczuciem, że warto było spróbować.

Myślę, że mamy dobry argument, by prosić Was o głosy.

Zacznę od tego, że Rysiek i Marchewka same nie zagłosują – nie mają na to czasu. Nie dysponują też czasem wolnym, by o te głosy jakoś szczególnie zabiegać. Czy może inaczej – nie leży to w ich naturze. Koty to – jak wiadomo – stworzenia wyjątkowo niezależne, i pewnie mało je obchodzą jakiekolwiek wyróżnienia czy tytuły. Na wycieczkę, w przypadku wygranej, nie pojadą, na skuter nie wsiądą, w biżuterię też ich nie ubiorę. Co innego laptop – każdy „kaloryfer” jest w cenie. Ale my tam nie jesteśmy dla nagrody. Dla dobra Rudych.

No bo tak – jakby udało nam się zwyciężyć, to pojechalibyśmy z O. na tę wycieczkę. Rude miałyby chwilę oddechu od nas, wciąż biegających za nimi z aparatem. Zaglądamy im do łóżek, do misek, ingerujemy w ich prywatność. Stąd uważam, że w pełni zasłużyły na odpoczynek. I wówczas okazałoby się, że w gruncie rzeczy same na to zapracowały. Praca – odpoczynek, praca – odpoczynek. Tak to wygląda w świecie ludzi. Czy tak samo nie powinno wyglądać w świecie zwierząt?

Dajcie Rudym szansę na przerwę od pracy…

Wystarczy, że wyślecie SMS o treści H00472 (H zero zero 472) na numer 7122.

Koszt smsa to 1,23 zł brutto, a całość dochodu Organizator Konkursu przekaże na cele charytatywne. Z jednego numeru telefonu można wysłać tylko 1 smsa. W treści smsa są zera (cyferki), a nie literki „o”, poza tym nie mogą tam się znaleźć spacje.

Głosowanie na tym etapie trwa do czwartku 19.01.2012 (do godz. 12:00), więc nie warto odkładać tego na później, tylko głosować od razu! Zajmie Wam to nie więcej niż 10-15 sekund. Poświęcicie nam tyle swojego czasu? :-)

Aha, gdybyśmy wygrali skuter, biżuterię lub laptopa, obiecujemy zrobić z nich dobry użytek. Laptop faktycznie może posłużyć Rudym za grzejnik/termofor. Reszta niech na razie pozostanie naszą tajemnicą – za wcześnie, by dzielić skórę na niedźwiedziu.

Ale nie jest za wcześnie, by Wam podziękować. Z góry. Na szczęście.

 

 
 

Męska zazdrość

Weekend, wszyscy jesteśmy w domu i spędzamy go „rodzinnie” (my + Rude).

W niedzielę O. rzuca:
- Chciałbym chociaż przez jeden dzień być przez Ciebie traktowany tak jak Rysiek…
- Czemu akurat Rysiek, a nie Rysiek i Marchewka? – pytam.
- Bo bliżej mi do Ryśka – odpowiada O.

 
 

Work in progress

 
 

Hardwork czyli koty pracują dniem i nocą

Rysiek i Marchewka bardzo ciężko pracują. Nie znają pojęcia etatu, za to doskonale znają pojęcie nienormowanego czasu pracy. Pracują stale, dniami i nocami. Ich praca nie ma końca. Robią sobie przerwy na posiłki i toaletę, ale nic ponadto. Oczywiście wolałabym, żeby pracowały tradycyjnie, 40h tygodniowo, ale nie potrafię znaleźć sposobu, by je do tego przekonać. Twierdzą, że kochają swoją pracę i innego życia sobie nie wyobrażają. Ich wybór…

Dzisiaj macie niepowtarzalną okazję potowarzyszyć Rysiowi podczas pracy. Nie mogliśmy wyjść z podziwu, jak sumiennie oddaje się swojemu zajęciu i sfilmowaliśmy go. Sami zobaczcie.

I koniecznie zostawcie w komentarzach słowa uznania – jego praca na to definitywnie zasługuje!

 
 

Rudego 2012!

Przedpołudnie 31 grudnia z mojego punktu widzenia:
Zrobiłam Wam śliczne, bardzo twarzowe maski sylwestrowe! Komu myszka, a komu batman? Skoro nie chcecie…

…i z punktu widzenia Ryśka i Marchewki:
Maski dla kotów? Stara a głupia! Może wraz z kolejnym rokiem zmądrzeje…

 

A w 2012 roku życzę Wam i sobie, żebyśmy wzięli przykład z naszych kotów i żyli jak one - bez trosk, do góry brzuchem (nie przepracowując się, a z pełną michą), z iście kocią ciekawością świata i z radosnym pomrukiem!

Reakcja Rysia na propozycję przywdziania maski

Reakcja Marchewki na propozycję przywdziania maski

 

 
 

Pierniczki z kota

Pierniczki powstały przed świętami, o czym wiedzą ci, którzy zaglądają do nas na Facebooku. Tylko nie zdążyłam dotąd podzielić się przepisem ani fotodokumentacją, dlatego robię to dzisiaj.

Aby zrobić pyszne, pachnące przyprawami i rozpływające się w ustach pierniczki z kota, należy przygotować:

  • foremkę w kształcie kota*
  • składniki do ciasta
  • aparat fotograficzny (najlepiej od razu w komplecie z fotografem)
  • asystentów (kocich ma się rozumieć).

Cały proces nie jest może bardzo długi i pracochłonny, ale ciasto należy podobno przygotować dzień wcześniej, a dopiero następnego dnia wycinać i piec pierniczki. Ja w każdym razie tak zrobiłam.

Poniżej przepis, który ułatwi Wam wykonanie własnych pierniczków. Nie wiem, kto jest jego autorem, ja otrzymałam go od A., którą poznałam tydzień przed Wigilią, i którą ciepło pozdrawiam.

Składniki:

  • 3 szklanki (420 g) mąki - u mnie były to 2 szklanki, bo zawsze wydawało mi się, że 1 szklanka to 250 g, ale potem dosypywałam jeszcze mąkę.
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 3/4 łyżeczki sody
  • 2 łyżeczki imbiru
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • 1/4 łyżeczki goździków – nie dodałam goździków, bo wydawało mi się, że te suszone patyki zepsują mi pierniczki :)
  • 1/2 szklanki (113 g) masła - użyłam tak ok. połowy kostki masła.
  • 1/2 szklanki (100 g) cukru - mam miarkę i wsypałam 100 g.
  • 1 jajko
  • 2/3 szklanki (160 ml) melasy lub miodu - nie wiem co to melasa, ale kupiłam miód naturalny. Podobno sztuczny też się nadaje, ale wszystko co sztuczne źle mi się kojarzy. Aha, wlała mi się więcej niż połowa słoika 400 g, bo zupełnie nie wiedziałam jak odmierzyć tę kleistą ciecz.

Przygotowanie:

  • W dużej misce wymieszać mąkę, sól, sodę oraz przyprawy. Odstawić.
  • W drugiej misce wymieszać za pomocą miksera masło, cukier na kremową masę. - Wiem, że można użyć cukru pudru, bo porządne zmiksowanie zwykłego cukru jest raczej niewykonalne. Wiem też, że niektórzy masło, cukier i miód topią zamiast miksować i tak powstaje masa.
  • Dodać jajko i melasę (miód) i dokładnie wymieszać.
  • Stopniowo dodać zawartość miski z mąką do dokładnego połączenia składników.
  • Podzielić ciasto na dwie części. Obie zawinąć w folię i umieścic w lodówce na co najmniej 2 godziny lub całą noc. - Moje było w lodówce przez dobę.
  • Nagrzać piekarnik do 177 st. i umieścić blaszkę na środkowym poziomie. Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia. - Piekarnik nastawiłam na termoobieg i 165 st.
  • Na posypanej mąką stolnicy rozwałkować cienko ciasto. - Wałkowałam na kuchennym blacie. I chyba zbyt cienko wałkowałam je na początku, bo te pulchniejsze pierniczki wyglądają lepiej.
  • Wyciąć foremkami kształty. Rozłożyć na wyłożonej papierem do pieczenia blasze kształty w odległości około 2 cm od siebie.
  • Piec około 8-12 minut w zależności od wielkości kształtów. Po upieczeniu zdjąć z blaszki i chłodzić około 1 minuty.

A., od której otrzymałam przepis, użyła proszku do pieczenia zamiast sody, której nie miała. Oprócz podanych w przepisie przypraw dodała dużą ilość gotowej przyprawy do pierników. Ja też miałam taki zamiar, ale nie było jej w sklepie, więc… kupiłam przyprawę do jabłecznika :) (też miała w składzie goździki i inne pachnące przyprawy). Dodałam ok. 1 łyżeczki.

Niektórzy dodają cukier brązowy zamiast białego, ale ja jakoś nie wierzę w naturalny brąz tego cukru, który można u nas kupić (a ma przyzwoitą cenę).

Ciasteczka układa się na blasze z tym 2 cm odstępem, bo podczas pieczenia trochę rosną i nie powinny się z sobą zetknąć. Jeśli chcecie powiesić je na choince, pamiętajcie, aby zrobić dziurki przed pieczeniem – ja użyłam do tego słomki do napojów. Dziurki nie powinny być bardzo małe, bo mogą zasklepić się podczas pieczenia.

Po wyjęciu z piekarnika ciasteczka będą dość miękkie – to nic niepokojącego, po kilku minutach od wyjęcia zrobią się twarde. A potem, z czasem, znowu będą stawały się coraz bardziej miękkie.

Następnego dnia po upieczeniu próbowałam ozdobić je lukrem. Lukier zrobiłam z połączenia cukru pudru z sokiem z wyciśniętej cytryny. Obawiam się, że dodałam zbyt dużo soku w stosunku do cukru, bo lukier wyszedł mi dość przezroczysty. Żeby zabarwić lukier, można dodać różne naturalne przyprawy, np. curry czy słodką paprykę.

Ja próbowałam ozdobić swoje pierniczki (przed włożeniem do piekarnika), gotowymi płatkami czekoladowymi i kolorowymi perełkami. Jednak nie polecam, chyba, że ktoś ma zgrabniejsze dłonie.

Smacznego!

A tak wyglądał proces przygotowania pierniczków:

Pierwszy kot asystujący

Wałkowanie ciasta

Wycinanie kotów

Zawsze kiedy jestem w kuchni wprowadzam tam nieziemski chaos :)

Piekarnik nastawiony

Dziurki zrobione

Koty ułożone na blasze wyłożonej papierem do pieczenia

Pieczenie kotów

Kolejna partia pierniczków - tym razem zdobione

Płatki i perełki do przyozdobienia pierniczków

Koty upieczone!

Osobnik ozdobiony

Taśma produkcyjna

Pierniczek autorstwa O.

Od lewej: Marchewka i Rysiek

Drugi kot asystujący

*ja swoją kupiłam w CH Targówek w Warszawie, mają tam takie „ciastkarskie” stoisko. Nie chciałam czekać na przesyłkę w okresie przedświątecznym i płacić za nią więcej niż warta jest foremka :), ale wystarczy wpisać w google lub na allegro „foremka kot” i na pewno znajdziecie coś dla siebie.

 
 

Blog Roku 2011

Do trzech razy sztuka?

Czyli, że za trzecim razem uda się? To byłoby coś! W końcu po raz trzeci bierzemy udział w konkursie na Blog Roku.

Jak zwykle miałam problem z wyborem kategorii. No bo jak tutaj bezboleśnie zaszufladkować rudomi.pl? Ale kategoria już wybrana. Nieodwołalnie. Najwyżej w przyszłym roku zgłosimy się w innej. Zaraz, zaraz… w przyszłym roku nie zgłosimy się. Laureaci nie mogą, a skoro mamy wygrać… :)

A z tą kategorią to zawsze jest kłopot. Rudymi się interesuję (jak mogłabym nie?!) i pasjonuję, więc zdawałoby się, że te „Moje zainteresowania i pasje” pasują. To kategoria dla hobbystów, poniekąd specjalistów w danej dziedzinie. Można uznać, że koty są moim konikiem (zabawnie to brzmi). Jednak nie mogę pogodzić się z monotematycznością, której wymaga ta kategoria. Według mnie koty mogą być przyczynkiem, by pisać na każdy inny temat. A każdy inny temat można sprowadzić do wątku kota. I w końcu okazuje się, że koci blog wcale nie jest tylko o kotach.

Kolejny raz kusiły mnie „Absurdalne i offowe”. To miejsce dla tych, którzy opisują rzeczywistość mrużąc jedno oko (z tzw. przymrużeniem oka). Ironia i satyra są nieodłącznym elementem takiego bloga. A świat na nich pokazany jest od tej innej, dowcipnej strony. Nie da się ukryć, że często kpię z Rudych. Wyśmiewam ich zachowania, żartuję sobie z naszej wspólnej codzienności. Tylko czasem, czasem robię sobie od tego przerwę.

Kategorią, której w ogóle nie brałam pod uwagę, jest „Ja i moje życie”. W tej kategorii zawsze zwyciężają blogi trudne (a przynajmniej takie zapamiętałam). O chorobach, o śmierci… Nie chciałam konkurować z tymi, którzy dotykają tematów bolesnych. Mam nadzieję, że ja też czasem doprowadzam Was do łez, ale to są już zupełnie inne łzy.

A „Blogi literackie”? No cóż… nie śmiałabym.

Pamiętajcie – w tym roku zamierzamy startować po raz ostatni. Skoro trzeci i ostatni, to bardzo chcielibyśmy wypaść przyzwoicie. Do tego niezbędni będziecie Wy. Wy, Wasze komórki, Wasze smsy, Wasze głosy… Przecież nas lubicie, prawda? :)

Od razu uprzedzam, że nie będę miała żadnych skrupułów, by namolnie, z dużą częstotliwością i regularnością żebrać o Wasze głosy. Bądźcie gotowi w dniach 12-19 stycznia 2012, bo zamierzam nie przegapić żadnej okazji, by Was nękać i naciskać. Z tym naciskiem powinno pójść gładko, bo pomoże mi w tym 12 kilogramów rudego futra. Dwanaście kilogramów napastliwego, rudego futra.

To co, możemy na Was liczyć?

Aha, jeszcze jedno! Jurorką w kategorii „Moje zainteresowania i pasje” jest Martyna Wojciechowska. Jak już pomożecie nam dostać się na półmetek, to na Rude spojrzy właśnie Ona. Nie wiem, czy polubi Rude, ale zdaje się, że lubi takich masywniejszych (tutaj cętkowanych) braci Ryśka i Marchewki.

Gdyby ktoś nas szukał, jesteśmy tutaj.


 
 

Panienka z okienka

Są ludzie, którzy potrafią godzinami wyglądać przez okno, obserwując otoczenie. Przechodniów, przejeżdżające samochody, spacerujące psy, a wraz z nimi zmieniające się pory roku i krajobrazy. Codziennie zatrzymują się i patrzą na przemijanie.

Marchewka jest w gronie wyglądających. W swoim codziennym rytuale zasiada na parapecie w kuchni, wchodzi między szybę a zasłonkę i obserwuje świat zewnętrzny. Widok za oknem nie należy do interesujących – na przeciwko jest blok, od którego oddziela nas jedno wielkie drzewo. Po prawej stronie okna sąsiadów. Na pierwszy rzut oka niewiele dzieje się. Jednak gdy spojrzymy na to z perspektywy kota, który całe swoje życie spędza w jednym mieszkaniu, to być może te z pozoru nieciekawe obiekty są nad wyraz intrygujące?

Kiedyś już udokumentowaliśmy to od wewnątrz, podejrzewając Marchewkę o działania śledcze. Może błędnie odczytaliśmy jej motywy? Może zwyczajnie siada tam, by pochylić się nad upływającym czasem i życiem? Wytęża swój wzrok i zagląda ludziom z naprzeciwka do talerzy i łóżek? Podgląda ich codzienność, zwyczaje i relacje. Tego się nie dowiem, ale pokażę Wam jak to wygląda od zewnątrz.

 
 

Włóczkoty nadane!

Dzisiaj wysłałam trzy fantastyczne kociaki do Zwyciężczyń w konkursie „Włóczkot za polot”. Mam nadzieję, że włóczkoty Tosia, Fado i Marcel szybko dotrą do swoich nowych domów, bo na zewnątrz zimno, a każdy z nich odbywa właśnie podróż do innego miasta w Polsce. Nadane priorytetem!

Chciałabym tutaj bardzo podziękować Sankowo za współudział w tej inicjatywie oraz za bardzo szybki proces klonowania. Z jakim efektem? Zobaczcie sami!

Zwyciężczynie drogie – mam nadzieję, że podzielicie się zdjęciami z pierwszego spotkania klonów z pierwowzorami? A w przypadku Tosieńki ze spotkania z Antkiem i Arnoldem? W razie czego czekam na maila (rudomi@rudomi.pl) lub komentarz pod tym wpisem. Z góry pięknie dziękuję!

 
 

Zrobiliśmy porządek z kotami

Są takie czynności, które wykonywane przez jedną osobę udzielają się innym. Takie ziewanie na przykład – na pewno zauważyliście, że jest „zaraźliwe”. Nie tylko ono.

Wspólnie z O. zdecydowaliśmy całą wczorajszą sobotę poświęcić na generalne porządki w mieszkaniu. Życie w pośpiechu nie stwarza warunków do utrzymania czystości, ale w bałaganie na dłuższą metę też nie da się żyć. No da się, ale im bardziej jest się zakopanym, tym trudniej jest się potem odkopać.

Zakasaliśmy rękawy, odcięliśmy się od świata zewnętrznego (prawie) i zabraliśmy do pracy. Okazało się, że nie jesteśmy sami. Przez cały czas, kiedy nasze ręce ogarniały wszechobecny chaos, to jest od samego rana w sobotę do godziny 3:00 nad ranem w niedzielę, asystowały nam koty. Oczywiście nie były pomocne, wręcz przeciwnie, ale kompletnie zaburzyło im to ich własny porządek dnia. W końcu zwyczajny dzień u kota wygląda zupełnie inaczej – kiedy my spędzamy czas z oczami w monitorach (pracując), one ze szczególną pieczołowitością, namaszczeniem i pełnym poświęceniem spędzają czas na plecach, na brzuchu bądź na prawym lub lewym boku. Tym razem nie miały lekko. Kiedy około godziny 2:00 weszłam pod stół, by wyczyścić go od spodu, Marchewka też tam była. Wciąż w pobliżu, w pełnej gotowości, skupiona na zadaniu. Wlepiała we mnie swoje wielkie, okrągłe oczy i śledziła każdy ruch mojej ręki. Widać było po niej, że jest już zmęczona – na przemian otwierała szeroko oczy i mrużyła je ze znużenia. W tym samym czasie Rysiek prawdopodobnie asystował O.

Tak, to był bardzo długi i bardzo ciężki dzień.

Marchewka pomaga nam w pakowaniu letnich ciuchów do kartonów.

A jako że koty uwielbiają kartonowe pudełka (o czym wie każdy szanujący się kociarz) i ochoczo angażują się w nasze prace, gdy tylko na horyzoncie pojawi się jakiś karton, to nie powinniśmy tego lekceważyć. Pudełkoty nie tylko zasługują na swoje miejsce w słowniku, warto także pomyśleć o całej ideologii łączącej koty, karton i pracę w jedno – o Cartoon Catwork.

 
 
Strona 2 z 1712345678910...ostatnia
 
Do góry